Wbrew pozorom druga część filmu Larsa von Triera - podzielonego dość sztucznie z powodów produkcyjno-dystrybucyjnych - nie jest wcale bardziej perwersyjna niż pierwsza. Owszem, Joe (Gainsbourg) posuwa się w swoich erotycznych doświadczeniach coraz dalej, fascynuje ją sado-maso, seks z czarnoskórym i kobietą, ale w tych eksperymentach z własnym ciałem coraz więcej chłodu, coraz mniej emocji. Zwłaszcza że to ciało zawodzi.



Specyficzna spowiedź rozpoczyna się tam, gdzie skończyła część poprzednia: Joe, wreszcie w związku, wreszcie w relacji zabarwionej przynajmniej uczuciem, traci zdolność osiągania orgazmu. Chce więc coraz więcej, częściej, dłużej, czym nawet przeżartego zazdrością Jerome'a (LaBeouf) zmusza do wyznania: "Nie daję rady, musisz spotykać się z innymi".

Ale większa liczba kochanków wcale nie wystarcza. Bo ciało Joe, tak mocno kontrolowane i tak słabo oswojone, niejako "odkleja się" od właścicielki, żyje własnym życiem. Traktowane jak narzędzie, maszynka do przeżywania orgazmów, "mści się" w ironiczny sposób. Bo się wymyka.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej