Chociaż sami AK-owcy nie skarżyli się na przesłuchania, to Jan Sienkiewicz, polski poseł w litewskim Sejmie, stwierdził, że dzieje się im krzywda. Na specjalnej konferencji prasowej bił na alarm: byli AK-owcy są wzywani i przesłuchiwani z naruszeniem wszelkich procedur. Byli partyzanci są pytani o służbę w AK: o pseudonimy, teren działań, czy nie walczyli z Litwinami i czy nie zastrzelili jakiegoś Litwina. - Przesłuchania były kulturalne i w zasadzie nic strasznego się nie stało, jednak zawsze to nieprzyjemnie, kiedy wzywają do prokuratury. Myślę, że my na to nie zasługujemy, bo nic złego nie zrobiliśmy - twierdzi Stanisław Kaczkan, prezes Klubu Polskich Weteranów Wojny na Litwie, zrzeszającego byłych AK-owców. Kaczkan twierdzi, że do tej pory prokuratorzy nie interesowali się AK-owcami. Lutowe przesłuchania były więc pierwsze w dziejach Litwy.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej