Budynek zajął się ogniem ok. godz. 4.40. Spaleniu uległy drzwi boczne i fragment elewacji meczetu. Sala modlitw nie została uszkodzona, ale przed samym wejściem do meczetu ktoś ustawił ławki, które wcześniej stały w zupełnie innym miejscu. Je także spalono.



Imam Hani Hraish od samego początku był zdania, że doszło do umyślnego podpalenia. Miałoby to mieć związek z wtorkowymi zamieszkami na Podlasiu, gdzie we wtorek rozpoczęły się obchody muzułmańskiego Święta Ofiarowania. W miejscowości Bohoniki polscy Tatarzy mieli w ramach obchodów święta dokonać uboju rytualnego. Doszło tam do starć słownych pomiędzy obrońcami praw zwierząt a muzułmanami.

50 tys. zł strat. "To nie tylko ławki, ogień wdarł się w nasze dusze"

- To wszystko wydarzyło się dlatego, że Tomasz Miśkiewicz, mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego, zaprosił we wtorek media na te obchody. Chciał zrobić na przekór polskim władzom, prawu polskiemu i polskiej konstutucji - tłumaczy "Gazecie" imam Hraish. - Ubój rytualny jest przecież niehumanitarny. Miśkiewicz nie powinien prowokować ludzi, mógł ich zaprosić do dobrej restauracji. Koniecznie chciał nagłośnić tę sprawę i teraz my mamy za to "nagrodę". A przecież z ubojem rytualnym nie mamy nic wspólnego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej