W niedzielę odbyły się wybory prezydenckie w 5,5-milionowym Paragwaju. Faworytem wedle sondaży (40 proc. poparcia) był Nicanor Duarte Frutos z rządzącej od 56 lat Partii Colorado. Za jego plecami z 29-procentowym poparciem uplasował się bankier Pedro Fadul z niedawno powstałej partii Umiłowana Ojczyzna (Patria Querida), a trzeci (19 proc.) był Julio Cesar Franco z tradycyjnie opozycyjnej wobec Colorado Autentycznej Partii Liberalno-Radykalnej. Oprócz prezydenta Paragwajczycy wybierają też dwuizbowy Kongres. W tych wyborach może dojść do niespodzianki i Colorado może stracić większość w parlamencie.

Nowy prezydent (oficjalne wyniki będą znane w poniedziałek) będzie miał trudne zadanie - Paragwaj jest pogrążony w potężnym kryzysie ekonomicznym, politycznym i społecznym. Niepokoje i pucze wojskowe (organizowane głównie przez żądnego władzy b. generała Lino Oviedo) wracają nieustannie od 1989 r., kiedy to upadły trwające 35 lat rządy dyktatora Adolfo Stroessnera. Krach argentyński z grudnia 2001 r. spowodował największe w historii szkody dla gospodarki Paragwaju. Jedna trzecia osób żyje w nędzy, a krajem regularnie wstrząsają rozruchy w stolicy Asuncion organizowane przez ludzi rozwścieczonych nieskutecznością i korupcyjnymi aferami polityków. Poprzedni wybrany w wyborach prezydent Raul Cubas musiał ustąpić w 1999 r., gdy okazało się, że stał za zabójstwem wiceprezydenta. Zastąpił go odchodzący dziś Luiz Angel Gonzalez Macchi, któremu niedawno groził impeachment z powodu korupcji.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej