Pod Mosulem

Kurdyjscy żołnierze, peszmergowie, siedzą na zboczu góry i przez lunety swoich karabinów snajperskich obserwują, jak półtora kilometra dalej z ziemi wyrastają trzy chmury dymu w równych odstępach. - Yes! - słychać z tyłu stłumiony okrzyk. Amerykanie ze służb specjalnych w kamizelkach kuloodpornych i czapkach bejsbolówkach klęczą na pakach samochodów terenowych, oglądając teren przez bardziej precyzyjne urządzenie. - Tango, tu Charlie - mówi jeden z nich do słuchawki telefonu, wodząc palcem po mapie...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.