Dokładnie tydzień temu garstka partyzantów gdzieś w kambodżańskiej dżungli spaliła zwłoki Pol Pota. Uroczystość pogrzebowa przywódcy Czerwonych Khmerów trwała krótko. Ogień szybko strawił ciało człowieka, który wśród oprawców XX wieku ustępuje chyba jedynie Hitlerowi i Stalinowi, a i to tylko dlatego, że dane mu było rządzić małym krajem. Pozostawił po sobie pola śmierci, tysiące zwichniętych do końca życia umysłów i setki pytań bez odpowiedzi.

- Moi amerykańscy przyjaciele pytają mnie często, kim właściwie są ci Czerwoni Khmerzy, skąd się wzięli, czemu tak nienawidzili Kambodżan - wspomina w opublikowanej w zeszłym roku książce Davida Chandlera "Cambodia: Power, Myth, and Memory" ("Kambodża - władza, mit i pamięć") Thida B. Mam, Kambodżanka, która przetrwała zagładę i mieszka dziś w Kalifornii. - Zawsze mi wstyd, gdy muszę im tłumaczyć, że słowem Khmerzy określa się naród zamieszkujący Kambodżę. W żyłach oprawców i ich ofiar płynie więc ta sama krew. Jesteśmy jednym narodem. Odpowiadam moim przyjaciołom, że w naszym khmerskim języku nazywamy Czerwonych Khmerów "robakami z naszej własnej skóry".

Taki grzeczny chłopiec

Pol Pot urodził się w 18, 19 albo 25 maja 1925, 1927 lub 1928 roku w prowincji Kompong Thom. Historycy do dziś nie potrafią ustalić dokładnej daty. On sam powiedział przed rokiem, że jego matka wypisała datę urodzenia kredą na ścianie i był to styczeń 1925 roku.

Nazywał się wtedy Saloth Sar - Pol Pot to partyzancki pseudonim, który przyjął wiele lat później. Był najmłodszy spośród siedmiorga dzieci zamożnego chłopa. W latach 70. takich kułaków jak jego ojciec Czerwoni Khmerzy likwidowali za "wyzyskiwanie" wiejskiego ludu. Ale na przełomie lat 20. i 30. Saloth Sar był jeszcze małym, sympatycznym ponoć chłopcem. We wsi bardzo go lubiano. Ci, którzy go pamiętają, mówią, że był wrażliwy, spokojny i bardzo grzeczny. Jego ojciec Suong był ponoć człowiekiem poważnym, wręcz ponurym, np. nie lubił, gdy wiejskie dzieci bawiły się przed jego domem.

Chłopiec miał dziewięć lat, gdy wyjechał do stolicy Phnom Penh, by zamieszkać na królewskim dworze. Rodzina Salothów nie była bowiem zwykłą chłopską rodziną. Kuzynka Salotha Sara była jedną z głównych żon króla Monivonga. Siostra przyszłego Brata Numer Jeden została królewską konkubiną, brat nadwornym urzędnikiem.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej