Mimo codziennych kłopotów z zaopatrzeniem, rosnącego bezrobocie, recesji i wszystkich innych uciążliwości związanych z reformą ekonomiczną i polityczną, w Bułgarii nie brakuje ludzi z dobrym samopoczuciem. Świadczy o tym fakt, że w Centralnej Komisji Wyborczej usiłowało się zarejestrować aż 25 par kandydatów na prezydenta i wiceprezydenta kraju. Ostatecznie w kampanii przed wyborami prezydenckimi (niedziela 12 stycznia) uczestniczą 22 pary, czyli 44 osoby.

W trzeciej dekadzie grudnia telewizja rozpoczęła ich prezentacje w studiu przedwyborczym i każda para przedstawiła już swoją deklarację programową. Wobec wielu z tych deklaracji Bułgarom włos się jeżył na głowie. Przedstawiciel marksistowskiej ortodoksyjnej Bułgarskiej Partia Komunistycznej zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany "kraj spłynie potem ludzi czynu i pracy". Inny obiecał "eliminację obcego kapitału".
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej