Populista, postkomunista i demokrata - główni kandydaci w niedzielnych wyborach prezydenckich - nie budzą entuzjazmu Bułgarów. - Pójdę, ale tylko z poczucia obowiązku - mówi 33-letnia Rumiana, która razem z mężem i teściową nie zarabia dość, by utrzymać rodzinę. - Kryzys w kraju jest tak głęboki, że i tak żaden z nich szybko mu nie zaradzi.

Gdy Bułgarzy pójdą w niedzielę do urn, będą wybierać między trzema opcjami politycznymi - postkomunistą Iwanem Marazowem, kandydatem zjednoczonej opozycji demokratycznej Petyrem Stojanowem i bliżej nikomu nie znanym biznesmenem Żorżem Ganczewem.
Pozostało 90% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej