Monika Słowakiewicz: Dziękuję, że nas Pan przyjął.

Miron Cozma: Czuję sympatię do narodu polskiego. Ruch "Solidarności" zawsze mnie inspirował. Ale to my zrobiliśmy pierwszy antykomunistyczny krok. W Lupeni w dolinie Jiu 2 sierpnia 1977 roku wystąpiliśmy przeciwko Ceausescu [komunistycznemu dyktatorowi Rumunii - red.]. 1 sierpnia tamtego roku był moim pierwszym dniem pracy w kopalni. Teraz mam 45 lat i właśnie przeszedłem na emeryturę według prawa Cozmy, które sam wywalczyłem: prawa górników do wczesnej emerytury po 26 latach pracy pod ziemią. Rząd to przyjął, gdy byłem w więzieniu.

Jak górnicy i rząd osiągnęli porozumienie?

- Premier Radu Vasile podjął z nami dialog i zakończyliśmy konflikt pracowniczy. Chodziło o problem związkowy, a nie polityczny. Nie byłoby po co rozmawiać z rządem, który chcielibyśmy obalać. Po 1990 roku wszystkie moje problemy wzięły się z tego, że nie byłem podporządkowany żadnej partii politycznej. Ludzie mnie wybrali, bym walczył o sprawy górników. Walczę o utrzymanie miejsc pracy do czasu, aż rząd nie zaproponuje nam alternatywy. Od 1996 roku płace spadły o 33 proc. W 1996 roku dolar kosztował 3600 lei, dzisiaj 11 600 lei. W nowej umowie zbiorowej żądaliśmy, zgodnie z prawem, wyrównania w stosunku do 300-procentowej inflacji z 1996 roku. Tegoroczne straty kopalni mają być ograniczone o 20 proc. Zdrowo myślący człowiek powie, że mieliśmy rację.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej