- To straszne kłamstwo - ojciec nigdy w więzieniu nie siedział i w życiu papierosa nie zapalił - oburza się na reklamę córka Józefa Tkaczuka

W październiku na wielkich tablicach reklamowych w całym kraju pojawiło się pytanie: "Gdzie jest Józef Tkaczuk?"

Po dwóch tygodniach pod pytaniem ukazał się więzienny mur. Za zakratowanym oknem - więzień, w drugim oknie wyłamana krata. I znowu: "Gdzie jest Józef Tkaczuk?"

Pod koniec października w miesięczniku ,Auto-Sukces' znalazła się odpowiedź: "Wyszedł po papierosy Winns".

Prawda wyszła na jaw trochę wcześniej, niż to planowała agencja reklamowa FCB Publicis.

- Ciężko zsynchronizować taką akcję - wyjaśnia Jakub Kamiński z FCB, współtwórca reklamy. - Plakaty z rozwiązaniem naszej zagadki będą na mieście w listopadzie. Reklamy zamówiliśmy też w listopadowych czasopismach, ale "Auto-Sukces" wyszedł za wcześnie i trochę spalił niespodziankę.

Tkaczuk na prezydenta

Józef Tkaczuk, woźny jednej z warszawskich podstawówek, został bohaterem kultury młodzieżowej pod koniec lat 80. Malowane sprayem, farbami, węglem albo wydrapywane nazwisko pojawiło się na ścianach domów, w przejściach podziemnych, na przystankach. Napisy: "Józef Tkaczuk walczy", "Józef Tkaczuk Front", "Partia Tkaczuka" i w wersji angielskiej "Józef Tkaczuk superstar", "Józef Tkaczuk Corporation". Przed wyborami prezydenckimi pojawiły się graffiti "Józef Tkaczuk - prezydentem".
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej