- Czy naprawdę musiało dojść do tak dramatycznego konfliktu, który doprowadził do wysłania przez prezydenta listu z żądaniem ustąpienia ministra Piotra Kołodziejczyka?

- Konflikty w MON nie są niestety niczym nowym. W ciągu ostatnich trzech lat trzy razy zmieniło się kierownictwo cywilnego pionu ministerstwa. Teraz zanosi się na czwartą zmianę. A jeśli prezydent Wałęsa przegra wybory, nowy człowiek w Belwederze znów zechce zmienić szefów MON.

Szukając analogii w historii, w równie trudnej sytuacji budowania od nowa resortu obrony znalazła się Republika Weimarska w latach 20. Ale choć od 1919 do 1926 r. zmieniło się tam osiem rządów, to tylko dwóch ministrów obrony: Gustaw Noske pełnił tę funkcję przez rok, Otto Gessler przez pięć lat. Ten ostatni toczył permanentną wojnę z ówczesnym szefem sił lądowych Reichswehry gen. Hansem von Seecktem, która skończyła się zdymisjonowaniem generała. Ministra nie zmieniano, wychodząc z założenia, że Republiki na to nie stać i nie ma pod ręką ludzi, wśród których można by wybierać.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej