Nie ma plakatów, ogłoszeń, zapowiedzi w prasie. Mimo to 150-osobowa salka warszawskiego klubu Medyk każdego czwartkowego wieczoru pęka w szwach. Na scenie, którą jest wąski prostokąt podłogi wydarty publiczności: Jacek Kleyff, Michał Tarkowski i Janusz Weiss - Salon Niezależnych.

Jest początek epoki Gierka, Salon ma przed sobą jeszcze pięć lat życia.

Kleyff był dostarczycielem piosenek i motorem szalonych improwizacji, Tarkowski kierownikiem muzycznym (jego dziwna mandolina stanie się znakiem firmowym kabaretu) i prawdziwym żywiołem komicznym, a Weiss, jak sam to określa, "strażnikiem znaczeń i sensów".
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej