"Przyjdź do nas. W SB lepiej zarobisz i nie będziesz musiał tak daleko dojeżdżać do pracy" - usłyszał Adam Hodysz od swej sąsiadki. Był rok 1964. Czternaście lat później Adam Hodysz był tajnym agentem "Solidarności" w wydziale śledczym SB w Gdańsku

Adam Hodysz: Ukończyłem właśnie wyższą szkołę pedagogiczną i miałem rozpocząć pracę jako nauczyciel matematyki. Siostra była już pełnoletnia, pracowała, kiedy wydział kwaterunkowy twierdząc, że mamy nadmetraż zagroził nam odebraniem jednego z dwóch pokoi. Wszczęto już nawet odpowiednie postępowanie. Do SB poszedłem w dobrej wierze.

"Ślubuję uroczyście stać na straży wolności, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa Polskiego, dążyć ze wszystkich sił do ugruntowania ładu wewnętrznego, opartego na społecznych, gospodarczych i politycznych zasadach ustrojowych Polski Ludowej i z całą stanowczością, nie szczędząc sił, zwalczać jego wrogów".
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej