Miałem wówczas siedem lat i niewiele jeszcze rozumiałem. Rodzice właśnie kupili pierwszy telewizor. Przemawiał nowy pierwszy sekretarz PZPR. Nazywał się Gierek. Nawet nie pamiętam, co mówił. To było w gdańskiej stoczni. Wołał: "Pomożecie?" - i wszyscy klaskali. Dorośli słuchali go bardzo uważnie i żywo komentowali. Wiedziałem, że stało się coś bardzo ważnego, że poprzedni sekretarz już więcej nie będzie przemawiał i że to coś stało się w moim mieście, w Gdańsku. I wówczas pierwszy raz w życiu poczułem rozpierającą dumę z tego, że jestem gdańszczaninem.

Przemówienie Gierka zwiastowało jednak rychły powrót do stanu nudnej normalności. Więc nie będzie już godziny milicyjnej, którą tak lubiłem, dlatego że cała rodzina była w komplecie w domu już wczesnym wieczorem. Ojciec odbierał mnie od babci i by zdążyć, ciągnął mnie na sankach szybkim krokiem. Lubiłem ten kulig. I on teraz miał się skończyć. I na powrót zaczynała się szkoła.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej