Był 25 maja 1930 roku. Grupka studentów zrzeszonych w Akademickim Klubie Włóczęgów udaje się na małą kajakową przejażdżkę w górę Wilii. Gdy docierają do Ponaryszek, postanawiają zażyć kąpieli. Wokół żywego ducha, kto więc moczyłby majtki. Odsłoniwszy te części ciała, których pokazywanie w miejscach publicznych zabronione było pod karą administracyjną, oddają się radosnym ablucjom. I wtedy właśnie jakaś nieczysta siła przygnała wodny patrol policji państwowej. Wszystko pewnie rozeszłoby się po kościach, gdyby amatorzy kąpieli nie wdali się w dyskusję z przedstawicielami władzy. Sprawa z obyczajowej zrobiła się antypaństwowa. Kąpiel kosztowała każdego po 25 złotych grzywny. Nadto do sądu rektorskiego wpłynęło oskarżenie o znieważenie policji państwowej. Najbardziej zapalczywy spośród studentów ukarany został upomnieniem dziekańskim.

Do grona bezwstydników należeli:
Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej