Polak nie ma wątpliwości: nic od niego nie zależy. Zostaje apatia lub agresja - skini biją Murzyna, bo po zawodówce nie mają szans; pegeerowcy kradną kable, bo bieda. Dlaczego więc tak się nam spodobał serial "Przystanek Alaska", gdzie każdy stara się kształtować własny los?

"Przystanek Alaska" nie jest kryminałem ani romansem, nie należy zatem do gatunków z definicji popularnych. Ale jest przykładem czegoś najlepszego, co może stworzyć telewizja.

Serial nie powstał z myślą o szerokiej, niewymagającej widowni ani też nie przeznaczono go dla wyrafinowanej elity - może urzec każdego. Jest ciepłą opowieścią o zdarzeniach zwykłych i niecodziennych, jest opisem dobrego miejsca na ziemi, jest rozważaniem o życiu - rozważaniem prostym, zrozumiałym, ale i przywołującym dorobek ludzkiej myśli, jest wreszcie intelektualną grą z mitami, stereotypami, umysłowymi modami.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej