Przypominamy tekst opublikowany 22 marca 2013 w "Gazecie Wyborczej" w Poznaniu.



Zygmunt Rychlicki i jego żona Denise, emeryci z Osiedla Kosmonautów w Poznaniu, mieli do niedawna sporadyczne kontakty z Niemcami. Owszem, w latach 80. napisali raz list do Templin, do kuzyna Horsta Kasnera, a żona pana Zygmunta była na wczasach w NRD. Na co dzień jednak temat niemieckiej rodziny nie należał do najważniejszych. Nie był też do końca zbadany. Z listu od Horsta wiedzieli, że niemiecki kuzyn ma córkę Angelę, która studiowała chemię. I tyle.

Rychlicki, niegdyś księgowy w dziale zbytu w Cegielskim, przyznaje zresztą, że po niemiecku mówi słabo. - W czasie wojny trochę po niemiecku mówiłem. Trzeba było pójść do sklepu, nie ma cudów - opowiada.

- A pamiętasz, jak za okupacji nauczycielce w szkole odpowiedziałeś? - podpytuje go żona. - Wnuki do dzisiaj się z tego śmieją!
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej