Tomasz Szlendak. FOT. WOJCIECH KARDAS / AGENCJA GAZETA ''Państwo?'' - pytamy młodych. ''Moje państwo to Facebook'' - odpowiedzą.

Moje państwo to moi znajomi, to moje prywatne życie, to moje pasje, to wolna kultura. Zbędne są im biurokratyczne, hierarchiczne struktury, w których dobrze czują się jedynie urzędnicy i politycy. Struktury, które niczego młodym nie zapewniają i - co więcej - wygląda na to, że nigdy nie zapewnią. Ani edukacji, ani pracy, ani płacy, ani statusu, ani bezpieczeństwa, ani mieszkania, ani emerytury.

Niegdyś Polacy chronili się przed wrogim, opresyjnym i dalekim państwem na łonie rodziny. Między rodziną a państwem rozciągało się wówczas, choćby w czasach PRL-u, pole niczyje, ziemia leżąca odłogiem, pustka. Także teraz młodzi Polacy nie opuszczają rodzin. Stanowią one jednak nie tyle możliwość ucieczki przed państwem, ile ochronę przed życiową porażką w nowej rodzinie założonej przez samych siebie. Z coraz większym przy tym impetem i coraz szczerszymi chęciami młodzi wkraczają na pole między rodziną a państwem, do niedawna niczyje, gdzie zaczynają dostrzegać własne miejsce - w oddolnych, niezbiurokratyzowanych przedsięwzięciach społecznych, w przestrzeni lokalnej, którą warto zmieniać dla swoich celów i dla swojej przyjemności, w płaskich sieciach gęsto utkanych relacji z gronem przyjaciół.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej