Podejrzany o korupcję prezes Wydawnictw Naukowo-Technicznych do aresztu nie dojechał. Zamknięto go w komendzie w Legionowie.

Dlaczego właśnie tam? Dlaczego CBA nie wykonała nakazu sądu o osadzeniu w areszcie? Co to było za pomieszczenie w legionowskiej komendzie? Na jakich zasadach korzystała z niego CBA? Czy w czasach Mariusza Kamińskiego utrzymywano tajne cele, aby łamać podejrzanych?

Na takie pytania chcą znać odpowiedzi warszawski sąd, prokurator Krystyna Nogal-Załuska i pełnomocnik Seredyńskiego mec. Wojciech Piłat.

Przed sądem kończy się właśnie proces o dwa miliony złotych odszkodowania i zadośćuczynienia, których były prezes Wydawnictw Naukowo-Technicznych żąda za skutki niesłusznego zatrzymania i aresztowania we wrześniu 2009 r. Te skutki ponosi do dziś. Nie może znaleźć pracy. Żyje w nędzy. Nie ma pieniędzy - co przyznał we wtorek - nawet na pociąg z Wałbrzycha, gdzie mieszka, do Warszawy.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej