O tym, że z sufitem nad schodami coś się dzieje, wiedziano już w sklepie trzy godziny przed katastrofą. Z góry leciały kawałki tynku i metalowych kratek. - Na szczęście wtedy zamknięto schody - relacjonuje naoczny świadek zdarzenia, sprzedawczyni jednego ze znajdujących się blisko stoisk. O 17.30 z hukiem runęło około 20 metrów kwadratowych sufitu.

Jak opowiadał nam jeden z klientów, w sklepie przez chwilę zapanował chaos, wszędzie były tumany kurzu. Kilka minut później szczelnie ogrodzono cały teren wokół miejsca katastrofy i zamknięto część sklepów.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej