- Na zewnątrz nigdy nie zdradzał, że ma problem z alkoholem. Widocznie zmagał się z nim w domowym zaciszu. Po tym, co się stało, zgłasza się wiele życzliwych osób, które chcą mu pomóc - usłyszeliśmy w czwartek od ks. Markowskiego.

W sobotę prowadzona przez bp. Jareckiego toyota zjechała w dół ul. Sanguszki i u zbiegu Wisłostrady z ul. Boleść skosiła słupek na chodniku i wbiła się w latarnię. Wezwani na miejsce policjanci poddali kierowcę badaniom alkomatem. Aparat pokazał 2,6 promila alkoholu. Kolejne badania przeprowadzone w komendzie potwierdziły wynik.

W poniedziałek biskup wydał oświadczenie, w którym przyznał się do winy, przeprosił wszystkich za swój czyn i poinformował, że oddał swoją posługę do dyspozycji Ojca Świętego. Na końcu napisał: "Jest moim zamiarem jak najszybsze skorzystanie ze specjalistycznej pomocy". We wtorek hierarcha stawił się na policyjne przesłuchanie i zgodził poddać karze ośmiu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych i czterech lat zakazu prowadzenia pojazdów. O tym, czy taką karę dostanie, ma wkrótce zdecydować sąd.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej