Na początku pierwszej kadencji rządu PO-PSL premier Donald Tusk obiecał nauczycielom podwyżki co roku: po 10 proc., aż pensje będą o 50 proc. wyższe. I tej obietnicy rząd dotrzymał. Dla niektórych oznacza to ponad tysiąc złotych więcej w miesięcznym budżecie, inni nie zauważają podwyżek w swoich zarobkach. Jak to możliwe? Otóż nie każdy nauczyciel otrzymał podwyżkę w takiej samej wysokości - 50 proc. to po prostu średnia.

Realny wzrost wynagrodzeń zależy głównie od stopnia awansu zawodowego nauczyciela. Najwięcej zyskali stażyści - rządowi chodziło o to, żeby zatamować odpływ młodych ludzi z zawodu i przyciągnąć do niego dobrze wykształconych kandydatów. W 2007 r. początkujący nauczyciel dostawał na rękę niespełna 900 zł. Teraz jego pensja wynosi ok...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.