- Bob jechał autostradą nr 27 razem z żoną - mówi europejski agent artysty Patrizio Chiozza. Szczęśliwie wyszła ona z wypadku tylko z połamanymi rękoma, choć ich samochód został wręcz przecięty przez ciężarówkę wiozącą cement.

- Świat jazzu, tracąc Boba, utracił nie tylko wspaniałego muzyka, ale i wielką osobowość, bardzo etycznego i uduchowionego artystę. Szkoda, że musiałem wam przekazać taką smutną wiadomość, zamiast kolejnej przyjemnej o przyjeździe Boba do Polski, kraju, w którym tak często bywał i chętnie do niego wracał - dodał Chiozza.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej