- Bob jechał autostradą nr 27 razem z żoną - mówi europejski agent artysty Patrizio Chiozza. Szczęśliwie wyszła ona z wypadku tylko z połamanymi rękoma, choć ich samochód został wręcz przecięty przez ciężarówkę wiozącą cement.

- Świat jazzu, tracąc Boba, utracił nie tylko wspaniałego muzyka, ale i wielką osobowość, bardzo etycznego i uduchowionego artystę. Szkoda, że musiałem wam przekazać taką smutną wiadomość, zamiast kolejnej przyjemnej o przyjeździe Boba do Polski, kraju, w którym tak często bywał i chętnie do niego wracał - dodał Chiozza.

Bob Berg był wszechstronnie wykształconym muzykiem, zasłuchanym w dokonania tzw. późnego Johna Coltrane'a. Dysponował dynamicznym tonem i niespożytą energią. Często porównywano go właśnie do Coltrane'a oraz Michaela Breckera. Chętnie grywał z polskimi muzykami, chwalił Janusza Skowrona.

- Berg to niespotykane połączenie umiejętności z inteligencją - mówił "Gazecie" Chick Corea. - To muzyk, który już dekadę temu wpisał się w kanon jazzu, łącząc w jedność historię, idiom sztuki "Trane'a" z nowatorstwem. On nie bał się grać fraz dotąd zarezerwowanych dla muzyków parających się awangardą. Gdy usłyszałem jego wstęp do kompozycji "Time Warp", którą potem wydaliśmy na płycie, postanowiłem, że będzie to odrębna, wydzielona forma na płycie. To było coś więcej niż tylko introdukcja. To była genialna, choć raptem minutowa forma - dodał słynny pianista.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej