"Hańba, hańba!" - krzyczał tłum w sali nr 252 Sądu Wojewódzkiego w Warszawie. Był 19 sierpnia 1994 r. Pierwszy wyrok uniewinniający gen. Ciastonia, byłego szefa SB, wiceministra MSW, i gen. Zenona Płatka, byłego szefa Departamentu IV MSW, był szokiem. W 1996 r. po apelacji został uchylony.

Wczoraj ta sama sala świeciła pustkami. Tych, którzy doprowadzili do ponownego rozpatrzenia sprawy, pełnomocników rodziny ks. Jerzego, w sądzie nie było. Ostatni, który ich reprezentował, mec. Andrzej Tomaszewski, odmówił nam nawet komentarza, czy wyrok ponownie zostanie zaskarżony.

Brak dowodów

W kadłubowym procesie na ławie oskarżonych usiadł tylko 78-letni gen. Ciastoń. Sprawę Zenona Płatka ze względu na stan jego zdrowia sąd wyłączył do odrębnego rozpatrzenia.

Dlaczego sąd po raz kolejny uniewinnił Ciastonia? Wymiar sprawiedliwości potrzebuje dowodów. Sąd przypomniał więc wczoraj to, co prokurator sam przyznał w końcowym przemówieniu - nie istnieje żaden dowód czy dokument świadczący o tym, że Ciastoń nakazał przygotować plan zabójstwa ks. Popiełuszki.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej