Mamy w redakcji spór: po co nam Dzień Matki? Jedni mówią: potrzebny, stwarza okazję do zastanowienia na zapuszczoną być może relacją. Inni, że to kpina: raz w roku mama dostanie kwiaty, laurkę i cześć, a potem wszystko wraca do stanu sprzed święta.

Takie święto to na pewno okazja, żeby w mediach podyskutować o problemie macierzyństwa (bo strasznie jest ono w Polsce zmitologizowane), a zwłaszcza o polityce rządu wobec matek (dlaczego jej nie ma?). W dzień matki medialne okienko otwiera się na chwilę i można rzucić jakieś hasła nim dziennikarze zajmą się "naprawdę ważnymi sprawami" jak na przykład sprowadzanie wraku, czy porost trawy na stadionach. Dzień Matki to trochę jak Dzień Kobiet lub Dzień Ziemi. Drobny pretekst, by coś powiedzieć, a czasem wykrzyczeć

Pierwsze skojarzenie Magdy Środy na temat Dnia Matki to dyskusja publiczna, nie intymna rodzinna okazja!
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej