Jednak ci, którzy oglądali zawody w telewizji, mogą czuć się rozczarowani. A najbardziej na pewno kibice w innych krajach, bo z tak mierną jakością realizacji dawno nie mieli do czynienia. Szwedzkie media swemu oburzeniu dały nawet wyraz, otwarcie krytykując - co naprawdę rzadko się zdarza - przekaz telewizyjny z Jakuszyc: "To były pierwsze konkursy, które odbyły się w Polsce, i widać to było w transmisji telewizyjnej. Zamiast emocjonować się piękną walką biegaczek i biegaczy, ciągle musieliśmy oglądać machających kibiców" - napisał
dziennik "Aftonbladet".
Niestety, to prawda. Sam byłem nieźle wkurzony, gdy próbowałem śledzić rywalizację w telewizorze, a realizatorzy z uporem maniaka próbowali mnie przekonać, że walka w sporcie jest drugorzędna. Że próby wyprzedzenia jednej zawodniczki przez drugą, czy też mijanie przez narciarki punktów kontroli czasu - dzięki czemu można się zorientować, jaka jest sytuacja na trasie - nie są godne pokazania, bo w sporcie liczy się co innego. A co się liczy? Okazało się, że dla polskiej telewizji najważniejsi są kibice! I jest w tym oczywiście jakaś prawda, tyle że by ich zadowolić, trzeba raczej właśnie dobrze pokazywać im walkę sportowców, a nie ich samych.
Tymczasem, kiedy podniecony redaktor Marek Jóźwik, któremu w kabinie sprawozdawczej towarzyszyła nie mniej rozgrzana walką na trasie Bernadetta Piotrowska, informowali, że właśnie do punktu kontrolnego zbliża się Marit Bjoergen, my, telewidzowie, widzieliśmy podskakujący biało-czerwony tłumek, w którym część dzierżyła w dłoniach narodowe flagi, a inni filmowali samych siebie komórkami niczym Napieralski podczas wizyty Obamy. I tak przez cały czas. Oczywiście trochę walki, w tym ostatnie metry Kowalczyk, Johaug i Bjoergen, w końcu zobaczyliśmy. Ale upór realizatora w przekonywaniu świata do tego, że polscy kibice są najlepsi na wschód od Nowosybirska, był tak konsekwentny, że motyw z kolorowym tłumkiem z komórkami przytłoczył transmisję i telewidzów irytował. Jak widać w Szwecji też.
Słusznie cieszymy się z udanej imprezy. Zasłużenie chwalimy organizację i polską królową śniegu, ale polskiej telewizji za ten popis należy się pała z wykrzyknikiem.