http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Narciarki biegały w Jakuszycach, TVP nie nadążała

Mirosław Maciorowski
2012-02-20, ostatnia aktualizacja 2012-02-20 19:28

Narciarski Puchar Świata w Jakuszycach zakończył się wielkim sukcesem. Naprawdę pokazaliśmy klasę: gospodarze świetnie imprezę przygotowali, Justyna Kowalczyk wygrała z Marit Bjoergen i znów jest liderką klasyfikacji generalnej, a kibice przybyli tłumnie, świetnie się bawili i przede wszystkim kulturalnie dopingowali.

Justyna Kowalczyk
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Justyna Kowalczyk
ZOBACZ TAKŻE
Jednak ci, którzy oglądali zawody w telewizji, mogą czuć się rozczarowani. A najbardziej na pewno kibice w innych krajach, bo z tak mierną jakością realizacji dawno nie mieli do czynienia. Szwedzkie media swemu oburzeniu dały nawet wyraz, otwarcie krytykując - co naprawdę rzadko się zdarza - przekaz telewizyjny z Jakuszyc: "To były pierwsze konkursy, które odbyły się w Polsce, i widać to było w transmisji telewizyjnej. Zamiast emocjonować się piękną walką biegaczek i biegaczy, ciągle musieliśmy oglądać machających kibiców" - napisał dziennik "Aftonbladet".

Niestety, to prawda. Sam byłem nieźle wkurzony, gdy próbowałem śledzić rywalizację w telewizorze, a realizatorzy z uporem maniaka próbowali mnie przekonać, że walka w sporcie jest drugorzędna. Że próby wyprzedzenia jednej zawodniczki przez drugą, czy też mijanie przez narciarki punktów kontroli czasu - dzięki czemu można się zorientować, jaka jest sytuacja na trasie - nie są godne pokazania, bo w sporcie liczy się co innego. A co się liczy? Okazało się, że dla polskiej telewizji najważniejsi są kibice! I jest w tym oczywiście jakaś prawda, tyle że by ich zadowolić, trzeba raczej właśnie dobrze pokazywać im walkę sportowców, a nie ich samych.

Tymczasem, kiedy podniecony redaktor Marek Jóźwik, któremu w kabinie sprawozdawczej towarzyszyła nie mniej rozgrzana walką na trasie Bernadetta Piotrowska, informowali, że właśnie do punktu kontrolnego zbliża się Marit Bjoergen, my, telewidzowie, widzieliśmy podskakujący biało-czerwony tłumek, w którym część dzierżyła w dłoniach narodowe flagi, a inni filmowali samych siebie komórkami niczym Napieralski podczas wizyty Obamy. I tak przez cały czas. Oczywiście trochę walki, w tym ostatnie metry Kowalczyk, Johaug i Bjoergen, w końcu zobaczyliśmy. Ale upór realizatora w przekonywaniu świata do tego, że polscy kibice są najlepsi na wschód od Nowosybirska, był tak konsekwentny, że motyw z kolorowym tłumkiem z komórkami przytłoczył transmisję i telewidzów irytował. Jak widać w Szwecji też.

Słusznie cieszymy się z udanej imprezy. Zasłużenie chwalimy organizację i polską królową śniegu, ale polskiej telewizji za ten popis należy się pała z wykrzyknikiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
  • 5
  • 7
  • 5
  • 16
  • 1
  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    73 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':