- Na naszą skrzynkę mailową od wczoraj wpłynęło mnóstwo maili dotyczących tego człowieka. Weryfikujemy je wszystkie, ale jak na razie żaden z nich nie okazał się prawdziwy - informuje Kazimierz Pietruch z zakopiańskiej policji.
Mężczyzna, którego tożsamości do tej pory nie ustalono, został znaleziony w piątek podczas rutynowego patrolu na Polanie pod Kopieńcem. Jan Polak, pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego, zauważył ślady butów w rzadko odwiedzanej przez turystów części Tatr. Idąc tym tropem, dotarł do pasterskiego szałasu, w którym znajdował się skrajnie wychłodzony i wygłodzony mężczyzna. Nie wiadomo, jak długo turysta znajdował się w górach. - Nie było z nim kontaktu, na wszystkie pytania odpowiadał "nie wiem", "nie pamiętam". Natychmiast został wezwany helikopter TOPR, który przetransportował go do szpitala - dodaje Polak. Według informacji przekazanych przez policję mężczyzna ma od 30 do 35 lat, ok. 189 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała, ma rude włosy, jasnoniebieskie oczy, nos średni, uszy przyległe. - Nie mówi, nie udziela nam żadnych informacji, reaguje tylko na polecenia. Lekarze w Szpitalu im. Tytusa Chałubińskiego zajęli się jego poważnie odmrożonymi stopami. Ordynator na oddziale chirurgii Piotr Drenda poinformował "Gazetę", że amputacji najprawdopodobniej uda się uniknąć. - Na razie wystarcza leczenie zachowawcze. Pacjent jest przytomny, ale zamknięty. Potrafi sam zjeść, wykonać podstawowe czynności, ale poza tym nie ma z nim kontaktu - mówi Drenda. Do tej pory na zakopiańską policję nie wpłynęło zawiadomienie o zaginięciu mężczyzny w tym wieku w górach. Funkcjonariusze sprawdzili też górskie schroniska i pensjonaty pod Tatrami - nigdzie nie poszukują turysty, który zatrzymał się na nocleg i nie wrócił.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków