W ubiegłym wieku 72 procent z nas poznawało swoich partnerów życiowych i seksualnych w szkole, na
studiach, w
pracy albo przez znajomych. Pozostałe relacje nawiązywano w rezultacie przypadkowych spotkań.
Internet zrewolucjonizował nasze życie intymne. Teraz, łatwiej niż kiedykolwiek przedtem, jest nawiązać kontakt z ludźmi, których nie znamy, z którymi nie mamy wspólnych znajomych ani nie mielibyśmy szans spotkać ich w drodze do pracy lub do sklepu, bo mieszkają o tysiące kilometrów od nas.
Według najnowszych badań psychologów z amerykańskiego uniwersytetu w Rochester portale randkowe to drugi najpopularniejszy sposób nawiązywania relacji.
Stuart Jeffries w
fascynującym artykule opublikowanym w poniedziałkowym "Guardianie" zastanawia się jak ten prosty fakt wpływa na zmianę naszych zwyczajów seksualnych, nasz stosunek do miłości, bliskości i intymności.
Odpowiedzi na gnębiące go pytania szuka z pomocą wybitnych współczesnych naukowców.
Profesor Harry Reis tłumaczy Jeffriesowi, że ta metoda uważana jest po prostu za bardzo skuteczną. Łatwo jest znaleźć człowieka o podobnych upodobaniach i w tak zwanym "naszym typie". Autor tekstu wyjaśnia to na przykładzie portalu randkowego "Guradiana": Nawiązujesz kontakty z ludźmi czytającymi tę gazetę, a więc raczej wiadomo, że nie będą to fani English Defence League [skrajnie prawicowego, szowinistycznego i antymuzułmańskiego ruchu] i nie będziesz musiał na pierwszej randce tłumaczyć im, że Marcel Proust nie jest kierowcą formuły I.
Jednak ta zaleta randkowania online jest jednocześnie jego największą pułapką. Mówi o niej Dan Ariely, ekonomista badający zachowania konsumentów. Przeszukując oferty dostajemy bardzo skrupulatne informacje na temat ewentualnych partnerów. Poznajemy długość ich nóg, znak zodiaku, indeks BMI (stosunek wagi do wzrostu) i preferencje wyborcze. Ludzie myślą, że w ten sposób mogą sobie wynaleźć kochanka/kochankę idealną. Jednak, ostrzega Ariely, "Myślą, że jesteśmy jak
aparaty cyfrowe, że wystarczy podać czyjeś parametry - wzrost, wagę i poglądy polityczne. Ale okazuje się, że ludzie bardziej przypominają
wino. Gdy próbujesz wina, możesz opisać jego smak, ale ktoś, kto go nie próbował niewiele z tego zrozumie. Ty jednak wiesz czy to wino ci smakuje czy nie. Tak samo jest w kontaktach międzyludzkich. Na to, czy ktoś nam odpowiada czy nie, składa się tyle niuansów, że trudno je ująć w suchych statystykach".
Z kolei francuski filozof Alain Badiou twierdzi, że internetowo ustawiane randki wiążą się z odwrotnym problemem. Nie tyle ryzykujemy, że partner będzie nie odpowiedni, co dostajemy zbyt pewnych kandydatów. Randkowanie online eliminuje niepewność. Wiele z portali reklamuje się hasłami "Miłość bez ryzyka". To sugeruje, że można się zakochać i nie cierpieć. Badiou uważa, że to oksymoron. "Dla niego miłość polega na przygodzie i ryzyku. Tu nie chodzi o bezpieczeństwo i komfort" - pisze Jeffries. Eliminowanie ryzyka i cierpienia doprowadzi do zniszczenia miłości, lęka się filozof.
Socjolog z Sorbony, Jean-Claude Kaufmann, autor książki "Love Online", ostrzega, że randkowanie za pośrednictwem internetu podsyca w ludziach iluzję, że można mieć jednoczenie seks i miłość, podczas gdy są to często pojęcia jeśli nie przeciwstawne to w każdym razie bardzo od siebie odległe. "Ta
gra przez krótką chwilę może być zabawna, ale wszechobecny cynizm i utylitaryzm zniechęcają każdego, kto ma choćby minimalne poczucie ludzkiej przyzwoitości" - twierdzi Kaufmann.
Jednocześnie socjolog uważa, że nie ma odwrotu od tej tendencji. Jedynym wyjściem z tego ślepego zaułka jest nauczyć się "kochać przez ściśle określony czas".
Brzmi sensownie, choć Kora tak pięknie kiedyś śpiewała: "Kto kocha naprawdę, będzie kochać zawsze..."