Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Wojna o krzyż w Sejmie, która rozgorzała po ostatnich wyborach, wydała mi się zupełnie bezsensowna, jałowa i nadmuchana. To był klasyczny temat zastępczy, niemający związku z realną sytuacją obywateli, a stał się jedynie pretekstem do oratorskich popisów i komentarzy, z których literalnie nic nie wynika. Kłóciliśmy się o symbol religijny zamiast debatować o prawdziwych zagrożeniach dla Polski i Europy, której (przypominam niektórym) częścią jesteśmy. Dyskusja o symbolach zawsze nam najlepiej wychodzi.

Mnie osobiście krzyż w Sejmie jest najzupełniej obojętny, może tam wisieć albo i nie. W każdym razie deklaruję, że zupełnie mi nie przeszkadza. Mimo że jestem zdeklarowanym ateistą.

***

Kościół...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.