To dla swego tłumacza Stanisława Barańczaka robiła zawsze najpiękniejsze wycinanki. Ubolewała, że Vaclav Havel nie ma brata bliźniaka. W latach 80-tych uwielbiała
zupy torebkowe, szczególnie te firm niemieckich (najbardziej szparagową), które pozwalały jej gościom przeciągać biesiady do wczesnych godzin porannych. Gdy Ryszard Krynicki proponował jej dodruki tomików, odpowiadała, że nie sądzi, aby to było konieczne, bo rynek jest już nasycony, a może nawet przesycony tą całą Szymborską.
- Taka była - nie kryjąc wzruszenia, wspominała Joanna Szczęsna, współautorka poświęconej noblistce książki. - Rozpacz, smutek zawsze w swojej poezji brała w nawias ironii.
Poetkę wspominali jej starzy przyjaciele, z którymi nieraz pijała "wódeczkę", jak i ci, o których mawiała, że warto było dostać Nobla, aby poznać takich ludzi. Jednym z tych drugich był bez wątpienia sekretarz Szymborskiej Michał Rusinek. - Wiadomo powszechnie, ze nie lubiła mówić o swojej poezji. A tym bardziej - jak powstają jej wiersze - opowiadał. - Przy jakiejś okazji zażartowałem głupawo, ze Miłosz to ma lepiej, bo jemu Dajmonion szepcze, nie musi się starać. Nie zaśmiała się, tylko powiedziała, że miewa dziwne sny, w których śnią jej się słowa, nawet nie głosy. Miała taki notesik, w którym zapisywała frazy do wiersza. Ostatnie zapisane w nim słowa to: "Łatwo pisać o śmierci, o życiu trudniej, życie ma więcej szczegółów, nic ogólnego nie ciekawi". Gdy już się miałem rozpłakać, z notesu wypadła mała karteczka, a na niej jej pismem: "To jeden z tych piłkarzy, któremu piłka nie przeszkadza w grze".
Julia Hartwig wspominała, jak jej długoletni partner Artur Międzyrzecki przewidział Nobla dla Szymborskiej, a ta po wielu latach zrewanżowała mu się wyznaniem, że chciałaby mieć właśnie takiego brata jak on.
- Wrócę do lat '70, poznałem wtedy Wisławę Szymborską, a w podobnym czasie - również Adama Michnika - mówił Adam Zagajewski. - Byłem zachwycony zarówno Michnikiem, jak i Szymborską. Bardzo chciałem, żeby się spotkali. Któregoś razu opowiadałem jej o Michniku z zachwytem i powiedziałem, żeby ją zachęcić: "Wiesz, on przeczytał całą literaturę PRL". A ona na to: "Boże, jak ja mu współczuję!".
Jerzy Illg przytoczył słowa wypowiedziane przez Wisławę Szymborską w Wilnie: "Moje wiersze nie są do śpiewania, nie są do tańczenia, nie są do robienia monodramów. Moje wiersze są do słuchania i myślenia".
Ewa Lipska przeczytała jedną z kartek, którą dostała od poetki w 1971 r. "Kochana Ewciu uważaj z kim rozmawiasz. Uważaj, o czym myślisz. Dbaj o pozytywne sny. Ubieraj się skromnie. Jedz proste potrawy. Hoduj tylko
policyjne psy. Miej na uwadze pożytek powszechny".
Ryszard Krynicki przywołał zdania poetki, które zapadły mu w pamięć. - "Los czasami uśmiecha się do nas, ale nigdy nie jest to uśmiech dobroduszny" - jest to jedno z takich zdań, które mnie w trudnych chwilach podtrzymuje na duchu - mówił. - Albo inne: "Koty udały się panu Bogu".
Przyjaciele wspominali też moment, gdy poetka dostała literacką Nagrodę Nobla. Jak mówił Anders Bodegard, tydzień pobytu w Szwecji był niezwykle trudny, przeładowany wydarzeniami. Jerzy Illg wspominał, że poetka, dla której ceremonie były trudne, podczas bankietu opowiadała królowi Szwecji po francusku kawały i namówiła go na nawet na zapalenie papierosa.
O osobistym spotkaniu z poetką opowiadali także: Anna Bikont, Urszula Kozioł, Leonard Neuger. Wieczór poprowadzili zaprzyjaźnieni z nią literaturoznawca prof. Teresa Walas oraz Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa Znak. Zebrani zobaczyli także archiwalne nagrania, na których Szymborska czyta wiersze "Chmury", "Nieczytanie", "Nic darowane". Wieczór uświetnił występ trębacza Tomasza Stańki, który akompaniował poetce podczas jednego z ostatnich wieczorów autorskich, i pianisty Marcina Wasilewskiego.
Wcześniej, w samo południe, na Cmentarzu Rakowickim w
Krakowie odbył się pogrzeb Wisławy Szymborskiej. Poetkę żegnali przyjaciele, przedstawiciele najwyższych władz z prezydentem i premierem na czele, krakowianie. - Patrząc na to, co tu się dzieje, i słuchając tego, co tu się mówi, zastanawiam się, co by pani powiedziała na to wszystko. Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tu przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze, na przykład na jakiś ważny mecz. A może sparafrazowałaby pani własny, ostatnio często cytowany wiersz i powiedziała z błyskiem w oku: "No, ksiądz istny Seweryn!" - mówił Michał Rusinek (cała relacja:
Dziękujemy, pani Wisławo... Pogrzeb Poetki).