Przeczytaj: Nie idę do pracy, bo jest zimno Pan Marian z Warszawy holowaniem samochodów zajmuje się od 10 lat, ale dopiero teraz ma powody do narzekania. Mimo kilkunastostopniowych mrozów, pracy ma coraz mniej. - To dlatego, że coraz mniej samochodów jeździ po ulicach - narzeka.
Jego słowa potwierdzają inne firmy zajmujące się pomocą drogową. Nie tylko w
Warszawie, ale też w Krakowie czy
Wrocławiu. Wszędzie słyszymy to samo: coraz mniejszy ruch, coraz mniej zleceń.
Od kiedy? W Warszawie laweciarze mówią, że od listopada, ale już w Krakowie przyznają, że ruch zmalał tradycyjnie w wakacje. I tak jest do dziś.
Miliony wybierają autobusy Gdzie się podziali kierowcy? Przesiedli się do komunikacji miejskiej. Najwięcej zyskała komunikacja miejska w Krakowie. W ub. roku sprzedano tam ponad 4 mln biletów więcej (w 2011 r. - 62,5 mln biletów, a w 2010 - 58,3 mln ). Stołeczny ZTM w 2011 r. sprzedał prawie 2,5 mln biletów więcej niż rok wcześniej, a we Wrocławiu ok. 700 tys. więcej, z czego pół miliona tylko w grudniu ub.r. - Pasażerowie sami przyznają, że teraz chętniej jeżdżą autobusami - mówi Marek Garncarczyk, rzecznik MPK w Krakowie.
Rowerzyści są szybsi Powód? - Miasta są coraz bardziej zakorkowane, zwłaszcza za sprawą remontów dróg przed Euro 2012 - tłumaczy Klaudia Cichocka z Korkowo.pl. - A w miastach, gdzie remontów, czyli inwestycji, nie ma, korki tworzą się ciągle w tych samych miejscach. Dlatego średnia prędkość poruszania się samochodem w centrum miasta to dziś dwadzieścia kilka kilometrów na godzinę - dodaje. Najwolniej jeździ się po Warszawie, Wrocławiu i
Poznaniu. W godzinach szczytu średnia prędkość wynosi nawet mniej niż 20 km na godz., a to prędkość jadącego spacerowym tempem rowerzysty.
- Stojąc w korku, tracimy czas i pieniądze - mówi Cichocka. - A komunikacją miejską wciąż jest dużo taniej i szybciej.
Moda na własne auto mija Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych TOR dodaje, że zaczynamy też dostrzegać zalety miejskiego transportu. - Po wejściu do Unii byliśmy zachłyśnięci motoryzacją indywidualną. Teraz prawie każdy ma samochód, dlatego wskaźnik posiadanych aut w Warszawie jest wyższy niż w Berlinie. Ale i nam jazda samochodem każdego dnia powoli przechodzi. Samochodem jest rzeczywiście drożej, wolniej, a na dodatek dużym problemem jest parkowanie - wylicza Furgalski.
Nie wiadomo jednak, czy miłość do transportu publicznego to trend stały.
Tomasz Szelukowski z Trako, firmy analizującej komunikację miejską m.in. w
Lublinie i Wrocławiu, uważa, że Polacy rezygnują z jazdy samochodem okresowo. - Ostatni taki spadek odnotowaliśmy na początku ub. roku, gdy też gwałtownie podrożało paliwo. Komunikacja miejska jest tańsza, ale miasta dopiero w nią inwestują, wymieniając tabor. Jak ten proces się zakończy, będzie wiadomo, czy ta zmiana jest trwała. Na razie do autobusu czy tramwaju przekonuje nas tylko cena paliwa - mówi.
A spadków ceny ropy czy benzyny na razie nie widać. W środę PKN Orlen i Lotos po raz kolejny podniosły w tym roku hurtowe ceny swoich wyrobów.
Przeczytaj: Nie idę do pracy, bo jest zimno Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl