Sławomir Sowula: Założyła pani Stowarzyszenie Lewino-Natura XXI i już zorganizowała pierwsze spotkanie zainteresowanych problematyką wydobycia gazu łupkowego z urzędnikami odpowiedzialnymi za ochronę środowiska, wójtami. Odbyło się w ub. tygodniu w Lewinie, gdzie trwają już poszukiwania gazu łupkowego. Tam akurat współpraca firmy wydobywczej z mieszkańcami układa się całkiem nieźle. Zastanawiam się więc, czy jest pani przeciwniczką poszukiwań? Dorota Arciszewska: To dobrze, że się pan zastanawia. Bo wcale nie jestem przeciwniczką. Chcemy w ramach stowarzyszenia wspierać poszukiwania, chociaż nie to jest naszym najważniejszym zamierzeniem. Przy obecnym poziomie zaufania do Państwa w takim spotkaniu jak to w Lewinie powinni uczestniczyć wszyscy, którzy mają coś do powiedzenia w sprawach wydobycia. Bo jak jest teraz? Niektórzy są na przykład przeciw, nie znając wszystkich argumentów, nie mając pełnej wiedzy. W samym Lewinie 70 proc. członków naszego stowarzyszenia to mieszkańcy, reszta - letnicy. Podejście miejscowych jest pozytywne. Zdają sobie sprawę, co się dzieje, nie są przeciwnikami wydobycia, ale też chcą wiedzieć, jakie wiążą się z tym zyski, ale i jakie zagrożenia. Chcą mieć precyzyjną wiedzę na przykład na temat technologii. By móc konfrontować te informacje z argumentami przeciwników wydobycia.
Co wynikło ze spotkania? Uczestnicy powiększyli swoją wiedzę? - Myślę, że spotkanie, które odbyło się w siedzibie Ochotniczej Straży Pożarnej w Lewinie, spełniło swoją rolę. Przyszło kilkadziesiąt osób, także z sąsiednich miejscowości, wójt gminy Linia,sołtys Lewina, przedstawiciele firmy Talisman, która prowadzi tam poszukiwania. Pytania były bardzo szczegółowe, ludzie widać są zorientowani w tym temacie i śledzą informacje w internecie. Pytali na przykład o kwestie wody: jaka jest różnica między Pensylwanią a Polską, jeśli chodzi o budowę geologiczną. Jedna z pań miała pretensje, że dowiedziała się o wierceniach w bezpośrednim sąsiedztwie jej
nieruchomości, dopiero kiedy się zaczęły. Okazało się, że po prostu wójt nie powiadomił mieszkańców. Na naszym spotkaniu bronił się, że na etapie opiniowania tego projektu nie wiedział, czy rzeczywiście będzie on realizowany. Ludzie wybiegali też daleko w przyszłość, pytając np. o sieć gazową, która trzeba będzie stworzyć, by odbierać gaz. Chcieliby i oni z tego gazu korzystać i czy będzie możliwe, że firma pokryje koszty takiej inwestycji. Mieli pretensje o dziury w drodze, które spowodowały ciężarówki dojeżdżające do odwiertu. Wójt stwierdził, że nie ma ich tak dużo. Zadeklarowałam, że stowarzyszenie je policzy, jeśli będzie trzeba.
Pani sama jest letnikiem z Lewina? Premier ma działkę w gminie Stężyca, nie zakłada stowarzyszenia, ale gmina dzielnie pro testuje przeciwko wydobyciu i poszukiwaniom. - Nie mam działki w Lewinie, moi
rodzice mają na Kaszubach, ale w innej gminie. Spotkałam się z mieszkańcami Lewina, którzy mnie poprosili o pomoc, współpracę. Może dlatego, że mam tam zawsze dobre wyniki w wyborach i choćby z tego tytułu powinnam współpracować z lokalną społecznością. Działka premiera tam czy gdzie indziej... to nie ma znaczenia. Powinniśmy się raczej teraz przejmować tym, jak prawo górnicze skonstruować, by zabezpieczyć interesy lokalnej społeczności. Bo wszyscy mamy świadomość, że
gaz łupkowy jest nam potrzebny, a nie wiemy, jak zmienić prawo, żeby pomóc w wydobyciu.
Pani nie wie? Posłowie niewiedzą? - A pan wie? Pan się czuje fachowcem?
Nie - Ani ja, ani premier, ani wójt tej czy innej gminy nie jest fachowcem w tej dziedzinie. Tymczasem ludzie zastanawiają się, co z nimi będzie, jeśli pod ich domem zostanie odkryty gaz. Ktoś już teraz powinien odpowiedzieć na takie pytanie. Przecież tych wież wydobywczych będą za kilka lat setki, może tysiące. Ludzie powinni wiedzieć, czy ktoś ich wykupi, czy wywłaszczy i za ile. Przecież mogą stracić dorobek całego życia. Tymczasem teraz mówi się o interesie firm wydobywczych, czy im się będzie opłacać wydobycie, czy nie i po ile będzie gaz. Rząd dzieli skórę na niedźwiedziu, choćby zapowiedziami o stworzeniu funduszy emerytalnych z opłat za wydobycie gazu. Tymczasem powinniśmy myśleć o naszym wspólnym interesie. Myślmy o tym, żeby wydobycie nie odbywało się kosztem lokalnej społeczności.
Co wasze stowarzyszenie może zrobić dla takiej wsi jak Lewino? - Trzeba zajrzeć do statutu. Chcemy działać na rzecz rozwoju kultury, ochrony środowiska, wspierania nauki młodzieży z ubogich rodzin.
Chcecie skorzystać z pieniędzy firm wydobywczych, by zrealizować cele statutowe? - Ludzie chcą się organizować i korzystać ze swoich praw. Przecież sami pisaliście, jak postąpiła firma Geofizyka na polach rolników z gminy Stężyca [ich zdaniem rozpoczęła poszukiwania bez ich zgody - red.]. Ludzie uznali, że zostali wprowadzeni w błąd i zablokowali poszukiwania gazu łupkowego. Takie zdarzenia to woda na młyn przeciwników wydobycia gazu. Na dodatek teraz ludzie w różnych miejscach nawet o badaniach geologicznych nie chcą słyszeć, a co dopiero o poszukiwaniach, wierceniach czy wydobyciu. Lepiej więc zapobiegać takim zdarzeniom. A najlepiej przez szerzenie wiedzy.
Czyli przez stowarzyszenie chce pani wręcz wspierać wydobycie gazu łupkowego... - No tak. Jeżeli ludziom się wyjaśni wszystkie wątpliwości, sami będą to popierać. A czasu na szerzenie wiedzy i wyjaśnianie wątpliwości nie ma wcale dużo. Żeby potem nie zdarzały się takie historie jak przy okazji elektrowni wiatrowych: kiedy ludzie oddają 300 metrów kwadratowych w dzierżawę i za to dostają pieniądze, ale nie wiedzą, że z eksploatacji, upraw jest wyłączone kolejne kilkaset metrów.
Wierzy pani, że gaz łupkowy zapewni Polsce dobrobyt, że będą z tego na prawdę duże korzyści? - Ja w to wierzę, ale chcę widzieć, że rząd robi wszystko, żeby tak było. Patrząc przez pryzmat ustawodawstwa, nie wiem, czy robi.
Wróćmy do pytania o pieniądze. Czy pani stowarzyszenie przyjmie jakieś pieniądze od firmy wydobywczej, jeśli ta zechce wesprzeć waszą działalność? - To nie tak. Jak już wspomniałam, są ważniejsze problemy. Jeśli jakaś firma zechce nas wesprzeć, to czemu nie. Ale nie na zasadzie, że w zamian zamknie nam usta.