Dawny, krakowski "Przekrój" kontra ten dzisiejszy, warszawski. Mieczysław Czuma, w przeszłości przez 28 lat redaktor naczelny pisma przy jednym stole z Romanem Kurkiewiczem, znanym z wyrazistych lewicowych poglądów. Spotkanie tych dwóch osób zapowiadało iskrzenie, zwłaszcza, ze była to pierwsza debata między Czumą a jakimkolwiek z jego licznych następców (być może dlatego spotkanie odbywało się w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa).
Czy Czuma, człowiek odpowiedzialny za połowę historii pisma czyta dziś "Przekrój? - pytał prowadzący spotkanie Miłosz Kozioł. - Szczerze mówiąc, incydentalnie. Dlaczego? Uważam, że pismo zatraciło osobowość i upodobniło się do całej masy tytułów jemu podobnych - mówił Czuma i wspominał, że cechami charakterystycznymi "Przekroju" były autoironia, kokieteria wobec czytelnika i brak prostackiej dydaktyki, którą wszyscy wówczas uprawiali. W latach 70 pismo miało niewyobrażalny dziś nakład 680 tys. egzemplarzy.
Co będzie teraz, gdy "Przekrój ubrał koszulkę Che Guevary ? - prowokował Kozioł w nawiązaniu do poglądów nowego naczelnego.
Kurkiewicz: - Ależ ja bardzo lubię i cenię tamten "Przekrój". Byłem jego zajadłym czytelnikiem. Nie ma we mnie nic z
IPN-owskiego zacięcia, doceniam ówczesne kompromisy tygodnika i to, że pełnił wówczas rolę przewodnika po światach zakazanych. To jedna z ról, którą "Przekrój" próbuje pełnić dziś. Chcemy inspirować na przykład tych, którzy protestowali przeciw ingerencji w wolność w Internecie! Tych, którzy powiedzieli rządowi: "Nie traktujcie nas arogancko!" - mówił Kurkiewicz i wyjaśniał, że jego "Przekrój" będzie wyrazisty politycznie. I będzie się różnił od innych tygodników, które generalnie lubią dzisiejsze czasy i rządzących.
- Nie będziemy oszukiwać czytelnika, że jesteśmy bezpłciowymi aniołami, które nie mają poglądów politycznych. I które powiedzą ludziom obiektywnie, co jest prawdziwe. My chcemy sięgnąć do pytania: "Jak żyć?" Dlatego piszemy np. o polityce narkotykowej. To ważny światowy problem. Amerykanie walczą z nim policją, wojskiem, więzieniem. Ale można też w inny sposób - ciągnął Kurkiewicz, zdradzając, że słowo rewolucja odpowiada mu. - Gdy trzy lata temu organizacje pozarządowe próbowały mówić o szkodliwości zapisów ACTA, pies z kulawą nogą nie chciał o tym pisać. Trzeba było wsadzić kij w mrowisko!
Redaktorzy naczelni dyskutowali też między sobą. Czuma: - Robiliśmy w przeszłości wiele akcji! Wyzwalaliśmy na przykład Racławice spod niewoli kieleckiej lub świętowaliśmy stulecie połączenia Zakopanego z resztą świata! Planujecie podobną interakcję z czytelnikami?
Kurkiewicz: - Gdybym był naczelnym "Przekroju" w listopadzie ubiegłego roku, gdy grupa kilkudziesięciu aktywistów otworzyła zamknięty bar mleczny i zaczęła dla tych, którzy się tam latami stołowali kleić
pierogi i smażyć
naleśniki, byłbym z nimi, gdy władza wysłała na nich policjantów w hełmach. Wasze akcje dawały poczucie uwolnienia się od socjalistycznego patosu, nudy. My też będziemy próbowali uwalniać wyobraźnię!
Były też pytania arcytrudne. Prowadzący: - Papierowy "Przekrój" jest coraz chudszy a właściciel pisma Grzegorz Hajdarowicz zamknął bezpłatny dostęp do Internetu... Co Pan na to?
Kurkiewicz: - Chyba chce mnie pan wylać z roboty... ale dobrze, w rozmowie z właścicielem też mówiłem szczerze, co myślę.
Moim celem jest zbudowanie gazety papierowej - ona będzie wkrótce obszerniejsza. Zamykanie Internetu to na razie nieporozumienie i marnowanie pieniędzy!