Gdy w Davos dziennikarz ''Gazety'' pytał Vivianne Reding, wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej i komisarz ds. sprawiedliwości i praw podstawowych, o zamieszanie w Polsce wokół ACTA, nie była zbyt chętna, by podjąć temat. - ACTA ciągle musi być zaakceptowana przez Parlament Europejski. Całe to zdenerwowanie związane z ACTA jest trochę przedwczesne - mówiła ''Gazecie''.
W Europie polskie protesty zostały odebrane z lekkim zdziwieniem, bo w żadnym innym kraju umowa nie wzbudziła tylu wątpliwości i kontrowersji. Po części można to pewnie tłumaczyć tym, że np. Włosi chcieli chronić przez ACTA przede wszystkim swoje produkty regionalne (jak wina z toskańskich wzgórz Chianti czy likier Sambuco). - ACTA to umowa mająca za zadanie walkę z podróbkami, a nie z wolnością w internecie. Nie jest moim zadaniem mówienie polskiemu rządowi, co ma robić - dodała komisarz Reding.
W Polsce temperatura wokół międzynarodowej umowy ACTA nie opadła. PiS zapowiedział, że chce referendum. - Podejmujemy tę inicjatywę i w najbliższym czasie złożymy w Sejmie wniosek w sprawie przeprowadzenia referendum w sprawie akceptacji przez Polskę tego w najwyższym stopniu kontrowersyjnego międzynarodowego porozumienia - mówił wczoraj szef PiS Jarosław Kaczyński. Przyznał, że ''nie studiował dokładnie'' treści porozumienia. - Na temat tego aktu jest tak bardzo wiele w mediach, to czytałem, sądzę, że mam podstawy, żeby na ten temat się wypowiadać - stwierdził.
Leszek Miller (SLD) z kolei apelował do posłów innych partii, by nie przyjmowali ACTA podczas ratyfikacji w Sejmie. Przypominał, że z polskich eurodeputowanych przeciwko procedurze negocjacji i wdrażania ACTA głosowali właśnie przedstawiciele SLD.
Głos zabrał też prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar. Według niego ACTA to sięganie po ''środki represywne'', które powinno się stosować do ''wielkich kłusowników'', czyli dużych firm zarabiających na nielegalnym transferze muzyki, obrazów czy podróbkach markowych towarów. Jego zdaniem państwo w praktyce tych środków nie ma jak wykorzystać przeciw obywatelom za ''drobne sprawy''. - To zapchałoby wszystkie kanały możliwości działania aparatu sprawiedliwości oraz naraziłoby na śmieszność władzę - ocenił. Smolar mówi, że sama atmosfera niepewności i niejasność prawa jest szkodliwa. I że protesty na ulicach, głównie ludzi młodych, powinny być poważnym sygnałem dla władzy, nie tylko ze względu na sprawę ACTA.
Wczoraj protesty wciąż trwały. Po ulicznych demonstracjach w Warszawie,
Krakowie, we Wrocławiu czy w
Kielcach pięciotysięczny tłum szedł wczoraj w
Poznaniu. W
Lublinie i
Opolu protestowało po kilkaset osób. Nieśli transparenty ''Internet ludzi, nie korporacji'' czy ''Internet, Honor, Ojczyzna''. W Poznaniu podczas demonstracji poleciały kamienie w stronę siedziby PO, zablokowane było rondo w centrum miasta.
Na polecenie warszawskiej prokuratury okręgowej ABW prowadzi postępowanie w sprawie blokowania rządowych stron. Wczoraj prokuratura mówiła, że przyjęła zgłoszenia od ponad 15 instytucji poszkodowanych atakiem hakerów. I znów padały strony: premiera, Parlamentu Europejskiego, włoskiego rządu.
Wczoraj wieczorem niespodziewanie na stronie internetowej Kadera Arifa, francuskiego europarlamentarzysty, pojawił się wpis, że rezygnuje z bycia sprawozdawcą ACTA - "nie będzie uczestniczył w tej maskaradzie".
By zaprotestować przeciwko podpisaniu ACTA prof. Mieczysław Muraszkiewicz zrezygnował z funkcji Przewodniczącego Rady Informatyzacji, która doradza Ministerstwu Administracji i Cyfryzacji.