Chociaż wiele szczegółów śledztwa nadal jest tajemnicą, nie ma wątpliwości, że było to jedno z najbardziej niezwykłych dochodzeń w historii USA. - Jeszcze przez lat wiele studenci akademii FBI będą zdawać egzaminy ze znajomości tej sprawy - mówi jeden z pięciuset agentów Federalnego Biura Śledczego, który był zaangażowany w śledztwo.
Fałszywa furgonetka
42-letni Muhammad i jego przybrany 17-letni syn John Malvo byli niezwykle trudni do wykrycia - morderstwa dokonywane wokół Waszyngtonu nie miały wyraźnego motywu, a sprawcy nie mieszkali w stolicy. Przez pierwsze dwa tygodnie śledztwa sztab kierowany przez szeryfa Charlesa Moose'a z hrabstwa Montgomery pod Waszyngtonem ścigał wiele fałszywych tropów. Zawiedli przede wszystkim świadkowie, którzy składali nieprawdziwe oświadczenia.
Policja szukała białej furgonetki i przygotowała szczegółowe opisy auta, którym miał jeździć snajper. Wiemy, że pierwsi świadkowie opisali auto, które znalazło się przypadkiem w pobliżu miejsca zabójstwa. Białe furgonetki są niezwykle popularne, więc niemal zawsze w pobliżu miejsca kolejnego ataku świadkowie widzieli takie pojazdy. Zmieniały się tylko szczegóły - furgonetka raz miała okna z boku, raz nie, raz miała napis, a innym razem drabinę na dachu. Świadkowie opisywali coraz to inne tablice rejestracyjne - do wczoraj policja rozmawiała z właścicielami niemal wszystkich kursujących w tej części USA białych furgonetek.
Prawdziwa Jamajka
Pierwszym przełomem był kontakt snajpera. Muhammad i Malvo byli tak pewni siebie, że postanowili zagrać policji na nosie. Gdy Malvo - który pełnił rolę "rzecznika" obu morderców - kilka razy nie mógł dodzwonić się na policję, jego irytacja sięgnęła zenitu.
FBI ma jeden z najlepszych na świecie systemów komputerowych do identyfikacji i analizy ludzkiego głosu. Po przesłuchaniu nagrania pierwszej rozmowy Malvo z szeryfem Moose'em jego ludzie wiedzieli bardzo wiele. Rozmówca zniekształcał głos, ale nie uniknął użycia podczas rozmowy wyrażeń typowych dla Jamajczyków; eksperci językowi rozpoznali też akcent z tej wyspy.
Od tego momentu Moose wiedział, że ściga nie tylko imigranta, lecz prawdopodobnie też czarnego. Podejrzenie potwierdziło się, gdy na miejscu ostatniego ataku snajpera na gościa restauracji w Ashland w zeszłą sobotę policjanci znaleźli trzystronicowy list. W nim też były liczne wyrażenia typowe dla Jamajczyków.
Co więcej, eksperci rozpoznali tam nazwę znanego zespołu reggae z Jamajki oraz fragmenty jednego z przebojów zespołu. Znawca jamajskiego folkloru powiedział detektywom, że tarot jest w tej części świata niezwykle popularny. Ale morderca, który w pobliżu miejsca jednego z zabójstw pozostawił kartę tarota przedstawiającą śmierć, musiał mieć o tarocie słabe pojęcie - śmierć nie jest tu niczym złym, bo symbolizuje jedynie życiową transformację.
Gdy wielu ekspertów gromiło Moose'a za uległość wobec snajpera, policjant prowadził wykalkulowaną grę. Prosząc za pośrednictwem mediów snajpera o kontakt, Moose starał się osłabić jego czujność, stwarzając wrażenie, że policja nie ma żadnych śladów.
I tak też się stało - w niedzielę rano snajper zadzwonił po raz kolejny, ostrzegając policję, żeby traktowała go poważnie. - A jeśli nie wierzycie, sprawdźcie, co stało się w Montgomery - chwalił się Malvo. I to był jego najpoważniejszy błąd.
Ślad w Montgomery
J.H. Watson, szef policji w Montgomery w Alabamie, jadł w niedzielę wieczorem stek, gdy dostał telefon od detektywa z Waszyngtonu. Pytanie brzmiało: czy w Montgomery nie zdarzyło się ostatnio jakieś niewyjaśnione dotąd morderstwo? Watson od razu wiedział, że chodzi o zabójstwo w sklepie z alkoholem.
Sześć tygodni wcześniej młody czarny mężczyzna napadł na dwie kobiety zamykające sklep, by odnieść utarg do banku. Mężczyzna kazał im się położyć na ziemi, po czym obu strzelił z pistoletu w tył głowy. Jedna z kobiet zmarła na miejscu, druga cudem przeżyła i dziś kuruje się w szpitalu.
Strzały usłyszeli dwaj policjanci, którzy jedli kolację w pobliskiej restauracji. Młody sierżant, który w policji służył zaledwie rok, puścił się w pościg za mężczyzną, którego zobaczył nad ciałami kobiet. Morderca uciekł, ale po drodze spod kurtki wypadł mu egzemplarz znanego w USA magazynu "Broń i Amunicja".
Z tego pisma policjanci zdjęli odcisk palca, którego jednak nie było w stanowej bazie danych. Gdy Watson wysłuchał waszyngtońskiego detektywa, natychmiast powiedział mu o odcisku. Podekscytowany policjant nie spał całą noc, bo instynkt mówił mu, że oto rozgryzł nie tylko sprawę zabójstwa z Montgomery, ale być może także głośną w całej Ameryce sprawę snajpera z Waszyngtonu.
To jest palec Malvo
W poniedziałek rano snajper zabił 37-letniego kierowcę autobusu Conrada Johnsona. Miała to być ostatnia ofiara. Dwie godziny po tym zabójstwie na waszyngtońskim lotnisku wylądował jeden z policjantów Watsona z aktami sprawy napadu na sklep monopolowy.
Baza odcisków palców FBI jest największą tego typu bazą danych na świecie. Już po kilku minutach agenci wiedzieli, że jest przełom - odcisk palca z Alabamy należał bowiem do 17-letniego Jamajczyka Johna Malvo, który rok wcześniej został zatrzymany, przesłuchany i następnie zwolniony przez służbę imigracyjną w Tacomie pod Seattle.
W tym momencie szeryf Moose wiedział, że znalazł mordercę. Przez kolejne dwa dni tysiące policjantów w Waszyngtonie, Seattle i Alabamie prowadziło jednak szczegółowe badania, by powiązać Malvo i jego przybranego ojca, który - jak ustaliła policja w Tacomie - opiekował się nim od co najmniej dwóch lat, z atakami snajpera. Przybrany ojciec Malvo nazywał się John Muhammad, był weteranem wojny w Zatoce Perskiej i podczas służby wyróżnił się doskonałymi wynikami strzelania snajperskiego. W trakcie swej służby Muhammad mieszkał w Tacomie, gdzie jego sąsiedzi skarżyli się policji, iż strzela w ogródku swego domu.