Oralny kontra kalendarzowy

Myślami młodzi są w już mieście i mają nowe grzechy. One biorą się z szukania wrażeń. Przez to młody nigdzie już nie wysiedzi: ani w kościele, ani w szkole, ani na gospodarstwie, ani nie poczeka do ślubu. Musi być dyskoteka, narkotyki, latanie z gołymi tyłkami po pijanemu i strach pomyśleć co jeszcze. Dawniej nawet się nie wiedziało, że jeden człowiek może tyle w jedną noc nagrzeszyć.

W Kasinie Wielkiej przy Barze pod Cyckiem dwudziestolatki ćwiczą kontrolowane poślizgi samochodem. - Oni już mają co innego w głowach niż my - mówi z pogardą mężczyzna po pięćdziesiątce, który właśnie wyszedł z baru. - Jadą za granicę, popróbują innego chleba i na gospodarkę już nie chcą wracać. Zamiast tego są samochody, dyskoteki i marzenia o łatwej kasie. Ale z byle czego pieniądza nie zrobisz. Przejedź pan tą drogą do Tymbarku, to zobaczysz, ile bud z grillami i zapiekankami zarosło już trawą. Dawniej więcej pokory ludzie mieli.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej