Początek "Ediego" - obraz powierzchni jeziora i prawdziwego deszczu, który narasta - niesie z sobą wielki spokój. Ten spokój pozostaje z widzem do końca filmu mimo dramatycznych perypetii, mimo brudu, nędzy i brutalności przedstawionego świata. I pomimo tego, że bohater filmu Edi wszystko utraci - przynajmniej w dosłownym sensie.

Jest to historia wzięta z samego dna życia, chociaż to dno znajduje się bardzo blisko nas. W rzeczywistości na każdym kroku ocieramy się o skrajną nędzę i o świat gangsterski, zupełnie jak w kinie.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej