http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trumna czy urna? List nie rozwiał wątpliwości

Małgorzata Skowrońska
2011-11-14, ostatnia aktualizacja 2011-11-13 20:52

To w końcu - wolno czy nie wolno grzebać bliskich w urnach? Po niedzielnym odczytaniu w kościołach rzymskokatolickich listu biskupów w tej sprawie wątpliwości miało nie być. Ale są! Przede wszystkim dlatego, że najwięcej ma tu zależeć od decyzji poszczególnych proboszczów.

Cmentarz w Mydlnikach - miejsca na urny
Fot. Tomasz Wiech / AG
Cmentarz w Mydlnikach - miejsca na urny
ZOBACZ TAKŻE
"Praktyka kremacji ciał naszych zmarłych staje się coraz bardziej powszechna. W niektórych przypadkach jest to wyraz podążania za szerzącą się modą, często nacechowaną laickimi poglądami. Tymczasem wielowiekowa tradycja chrześcijańska, oparta na przekazach biblijnych, a także nasza kultura narodowa, zawsze z szacunkiem odnosiła się do ciała osoby zmarłej" - napisali biskupi w liście odczytanym wczoraj we wszystkich kościołach. Hierarchowie dostrzegają jednak zmiany społeczne i kulturowe, które wymuszają kremowanie zwłok. Sprowadzenie zza granicy ciała zmarłego bliskiego może być trudne, a urnę można przewieźć bez żadnych problemów, nawet w samolocie na kolanach.

Kościół katolicki odrzucał kremację, gdy spopielanie ciała było przejawem antyreligijnych przekonań i zaprzeczaniu jednej z najważniejszych prawd wiary, czyli zmartwychwstaniu ciała. Jeśli takich przesłanek nie ma, na pochówki z urną pozwala, ale pod pewnymi warunkami. Biskupi zalecają, by nabożeństwo pogrzebowe odbyło się nad trumną z ciałem. Chodzi o tzw. czytelność znaków liturgicznych, bo to, co duchowny robi i mówi podczas takich obrzędów, odnosi się do zmarłego ciała (m.in. okadzanie). Dopiero wtedy można skremować ciało i pochować urnę z prochami.

To - zalecane przez biskupów - rozwiązanie powoduje komplikacje. Gdyby trzymać się ściśle wskazówek, pogrzeb mógłby trwać nie kilka godzin, ale od kilku dni do kilku tygodni. Spopielarni zwłok w Polsce jest mało i trzeba liczyć się z dowożeniem trumny nawet o kilkaset kilometrów. W praktyce wyglądałoby to tak: nabożeństwo nad trumną, pożegnanie zmarłego przez rodzinę i przyjaciół, odwiezienie trumny do spopielarni (np. z Krakowa do Katowic), co najmniej kilkugodzinne albo kilkudniowe oczekiwanie na powrót urny z prochami i dopiero złożenie urny w grobie. Co w takiej sytuacji zalecają hierarchowie? W cytowanym już liście podpowiadają dwa rozwiązania. Pierwsze bierze pod uwagę problemy logistyczne i zaleca w takim przypadku pożegnanie zmarłego podczas nabożeństwa, a pochówek urny już tylko w najbliższym gronie rodziny, niekoniecznie z księdzem, którego mogą zastąpić przygotowani na taką okoliczność świeccy. Drugie rozwiązanie zakłada, że ze względu na trudności z dojazdem rodziny na pogrzeb, można odprawić nabożeństwo nad urną. I to rozwiązanie będzie zapewne stosowane częściej w tych rodzinach katolików, którzy nie mają oporów przed kremowaniem swoich bliskich, a i oni sami przed śmiercią wyrażali taką wolę.

Problem jednak w tym, że nie wszystko zależy od decyzji rodziny. To bowiem proboszczowie będą wydawali zgodę na nabożeństwo pogrzebowe nad urną. Z tymi decyzjami zaś może być różnie. Sami duchowni mówią o tym, że zgodna lub niezgoda na kremację związana jest z wiekiem. Starsze pokolenie wiernych świeckich i księży ma do spopielania stosunek zdecydowanie negatywny. Dla tych ze średniego pokolenia (40 plus) i młodszych kremacja nie jest problemem. Może się zdarzyć, oby tak się nie stało, że ci, którzy będą chcieli skorzystać z drugiego rozwiązania podanego przez biskupów, natrafią na mur. Nieprzekonany do pochówków urnowych duchowny może nie tylko nie zgodzić się na taki pogrzeb, ale też spowodować u najbliższych zmarłego dodatkową traumę, wtłaczając im do głowy, że wybrali "gorszy pogrzeb". Jak mówił w wywiadzie dla "Gazety" ks. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii, wszystko zależy od szerokości horyzontów duchownych. Potrzebna jest więc edukacja duszpasterzy, by w tych, którzy zdecydują się na kremowanie bliskich, nie wywoływać poczucia winy. Kto ma się tym zająć? Miejmy nadzieję, że biskupi nie ograniczą się do odczytanego wczoraj listu, ale że roześlą też po parafiach szczegółowe zalecenia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':