http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemka spóźniła się na statek. Straż miejska zorganizowała... holownik

Grzegorz Szaro
2011-09-06, ostatnia aktualizacja 2011-09-06 16:20

80-letnia Niemka na pełnym morzu została na linie wciągnięta na pokład "Siedova", drugiego co do wielkości żaglowca świata. Dramatyczna przygoda skończyła się dla niej szczęśliwie dzięki strażnikom miejskim z Gdyni

Klif w Orłowie, a za nim - Siedov
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Klif w Orłowie, a za nim - Siedov
Ostatni dzień zlotu Tall Ship Races w porcie w Gdyni
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Ostatni dzień zlotu Tall Ship Races w porcie w Gdyni
Pani Marianne w poniedziałek przyjechała z Niemiec do Gdyni autokarem. W południe zameldowała się na rosyjskim "Siedovie", który brał udział w zlocie żaglowców i cumował przy "Nabrzeżu Kutrowym". Z Gdyni czteromasztowiec miał popłynąć na wycieczkowy rejs do niemieckiej Lubeki. Dla 80-letniej Niemki miała to być podróż życia. Wydała na to większość swoich oszczędności.

Po dopełnieniu niezbędnych formalności staruszka zostawiła w kajucie dokumenty i bagaż. Zabrała jedynie portfel i wyszła do miasta - chciała zwiedzić Gdynię i zrobić drobne zakupy. Była przekonana, że żaglowiec odpłynie o godz. 16. Tymczasem "Siedov" opuścił Gdynię godzinę wcześniej niż się spodziewała.

Nie wiadomo teraz, czy staruszka została wprowadzona w błąd przez członka załogi, czy źle go zrozumiała. Faktem jest, że pojawiła się przy nabrzeżu dwadzieścia minut za późno.

- Była zdenerwowana i o mało się nie rozpłakała - mówi Dariusz Sieger, strażnik miejski, który był akurat w pobliżu. - Zapytała mnie po angielsku, czy "Siedov" jeszcze wróci do Gdyni. Odpowiedziałem, że nie, ale zaproponowałem jej pomoc w skontaktowaniu się z niemieckim konsulatem. Nie chciała jednak o tym słyszeć, prosiła, żebym koniecznie zorganizował transport i umożliwił jej dostanie się na pokład żaglowca. Nie przekonało jej, że może to być niebezpieczne, bo jest wysoka fala, a "Siedov" jest już kilka kilometrów od brzegu.

Ostatecznie strażnik nawiązał kontakt z oficerem koordynującym łączność między wszystkimi żaglowcami zlotu, a ten poinformował kapitana "Siedova" o zgubionej pasażerce. Zapadła decyzja, że żaglowiec poczeka na redzie, a turystka zostanie przetransportowana do niego holownikiem i wciągnięta na pokład za pomocą liny z przytwierdzonym do niej krzesełkiem ratunkowym. Biorąc pod uwagę podeszły wiek kobiety, fale i wysoką na kilkanaście metrów burtę żaglowca, akcja wyglądała dość dramatycznie.

- Najważniejsze jednak, że wszystko zakończyło się szczęśliwie i już po dwudziestu minutach pani Marianne znalazł się cała i zdrowa na pokładzie żaglowca - mówi Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik gdyńskich strażników.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
  • 1
  • 2
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':