W rządzie Leszka Millera został wiceministrem infrastruktury. Odpowiadał za współpracę z Unią Europejską i finanse. Odszedł na początku sierpnia po skandalu z umową o świadczeniu usług doradczych między Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (podległą Ministerstwu Infrastruktury) a firmą audytorską PricewaterhouseCoopers oraz kancelarią Wardyński i Wspólnicy. Posłowie z komisji infrastruktury uważali, że umowa jest zbyt kosztowna i przyznaje zbyt duże kompetencje trzem osobom z ministerstwa, które upoważniono do wydawania PwC zleceń na dodatkowe usługi. Jedną z tych osób miał być właśnie Janczyk. On twierdził jednak, że nie nadzorował podpisywania umowy z PwC, a jedynie pomagał w jej przygotowaniu. Jak stwierdził wicepremier Marek Pol, minister infrastruktury, kontrola nie wykazała nadużyć, które można by zarzucić Janczykowi. Dlaczego więc podał się do dymisji? Zdaniem Pola dlatego, że "nie nawiązał dobrej nici porozumienia z sejmową komisją infrastruktury".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej