Andrzej Mielęcki, bohaterski lekarz, który zginął z rąk niemieckich bojówkarzy ma w Katowicach pomnik. A kto pamięta o spalonej przez powstańców śląskich wsi pod Lędzinami?

"Warschau gefallen, Polen kaputt" - tak krzyczą demonstranci na katowickich ulicach 17 sierpnia 1920 r. Do miasta napłynęły wtedy plotki, że bolszewicy już pobili pod Warszawą Polaków, a nad stolicą odtworzonej przed dwoma laty Polski powiewa czerwona flaga. Nikt jeszcze nie wie, że to nieprawda, a Polacy będą świętować "cud nad Wisłą". Dla tych mieszkańców Górnego Śląska, którzy od kilku miesięcy nie mogą pogodzić się z tym, że w ich miastach stacjonują francuscy i włoscy żołnierze, to kapitalna wiadomość. Żołnierze Ententy mają pilnować spokoju podczas przygotowań do plebiscytu, który ma odpowiedzieć na pytanie, czy Śląsk ma pozostać w Rzeszy Niemieckiej, czy też należy go przyłączyć do Polski. Tak stanowi kończący pierwszą wojnę światową traktat wersalski. Ale zajęcie przez bolszewików Warszawy to znak, że Polski już nie ma. A skoro tak, to i plebiscytu nie będzie.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej