http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wychodzę o 16, bo mam jogę

Katarzyna Jaklewicz
2011-08-04, ostatnia aktualizacja 2011-07-28 17:27

Konsumenci
Konsumenci
Rys. Marianna Sztyma

Dzisiejsze dwudziestoparolatki to pierwsze pokolenie w tym kraju, które nie chce od razu budować barykad, woli poczekać i zobaczyć, co będzie - rozmowa z etnografem Robertem Zydlem

Konsumenci
Rys. Marianna Sztyma
Konsumenci
ZOBACZ TAKŻE
Niedawno w 'Gazecie Wyborczej' był artykuł o tym, że młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy nie chcą, żeby praca ograniczała ich życie prywatne. Podano przykład dziewczyny, która starała się o pracę recepcjonistki, ale na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziała, że zajęcia na siłowni uniemożliwiają jej przychodzenie do pracy na ósmą. Nie wyobrażam sobie wygłoszenia takiej kwestii. Tak dużo się zmieniło od czasu, gdy my - trzydziestoparolatki - szukaliśmy pierwszej pracy?

Dwudziestoparolatki mają dziś ogromne roszczenia. Podam inny przykład, człowieka z korporacji telekomunikacyjnej, który przyjmował stażystę. I pamiętał czasy, kiedy on sam był stażystą - na miejsce było mnóstwo osób, trzeba było zasuwać za darmo tylko po to, żeby się czegoś nauczyć itd. A teraz przyszedł stażysta i ogłosił: 'W środy będę wychodził o godzinie 16, bo mam jogę o 18, a jeszcze muszę dojechać. W piątek mnie nie będzie, bo na drugi dzień jadę na wesele, i w poniedziałek też nie, bo nie zdążę wrócić'. I temu szefowi opadła szczęka.

Dlaczego tak jest?

Teraz dziecko od początku życia jest w centrum uwagi rodzica, który inwestuje w nie maksimum czasu i pieniędzy. Media także są zainteresowane dziećmi i młodymi ludźmi - pisze się o młodych ludziach, poświęca się im mnóstwo czasu antenowego. Reklamy kieruje się do młodych ludzi, bo uważa się, że oni są nośnikami trendów - to oni łapią, to oni wiedzą. Dziecko od narodzin jest pępkiem świata. I potem taki młody człowiek przychodzi do pracy z nastawieniem: 'To ja! Ten zajebisty koleś! Właśnie przyszedłem! To co tam dla mnie macie? Dawajcie!'. Młodzi ludzie mają żądania, bo przez całe życie byli przyzwyczajani, że mogą je mieć. Byliby dziwni, gdyby tak nie reagowali.

Zazdrościsz im tego dobrego samopoczucia?

Wręcz przeciwnie! Myślę, że mają przechlapane. Młodzi mają teraz bardzo ciężkie życie. Gdy sam byłem na studiach, bardzo mało osób pracowało. Na pierwszym roku z 40 może pięć. Teraz spośród moich studentów etnologii na drugim roku większość pracuje, a ci, którzy nie pracują, studiują dwa kierunki.

To chyba normalne w kapitalizmie?

Moim zdaniem wiele zmieniła reforma szkolnictwa w 2000 roku. Skrócił się czas liceum, pojawiło się gimnazjum. Dzieci krócej są dziećmi. Szybciej zaczynają być poważnymi młodymi ludźmi. To, co 20-30 lat temu przypadało na liceum, teraz dzieje się w gimnazjum. To jest teraz czas szczenięcych lat, nawiązywania przyjaźni, życia pełnią życia. To także teraz taki okres, kiedy jesteś w 'głupim' wieku - sprawdzasz, gdzie jest granica, co ci wolno, a czego nie wolno, ile piw potrzebujesz, żeby się porzygać. Skrócone liceum motywuje, żeby szybciej wziąć się do roboty. W liceum dbasz już o swoją karierę poprzez uczenie się do matury. Tam już są weterani!

Ci młodzi są teraz tacy dorośli, prawda?

Strasznie! Ci ludzie nie mają marzeń, tylko plany, ścieżki kariery. To nie są czasy, kiedy na studiach, jeśli wykładowca powiedział, że dziś nie będzie zajęć, bo ma zebranie, to wszyscy skakali z radości. Teraz są pytania: 'A czy zostanie to odliczone z naszego czesnego? Czy to odrobimy?'. Ale odrobić ciężko, bo przecież każdy na swój napięty grafik. Poza tym dawniej szło się na studia, a nie po papier. Kierunek wybierało się, nie myśląc, co po tych studiach będzie, na zasadzie: chcę się czegoś dowiedzieć, chcę postudiować, mam jakąś pasję. Teraz tego nie ma. Od razu wybierasz ścieżkę kariery, a nie studia.

Co to znaczy, że młodzi nie mają marzeń? Nie chcą np. podróżować?

Chcą podróżować, ale to nie są jakieś szalone pomysły typu: pojadę do Indii i będę uprawiał buddyzm. Oni myślą raczej w ten sposób: pojadę do Indii, zdobędę certyfikat ukończenia kursu w szkole jogi, przyjadę do Warszawy, założę szkołę, będę bogaty. Albo kombinują, że w podróży napiszą artykuł, zrobią zdjęcia, to zostanie gdzieś opublikowane i - oczywiście - opłacone. Teraz nie podróżujesz wyłącznie dla siebie, ale żeby mieć z tego różne inne dodatkowe rzeczy. Wyjazd ma sens, jeśli może przynieść jakiś wymierny sukces.

Czy można powiedzieć, że jest jeszcze jakieś życie studenckie?

Mam wrażenie, że określenie 'student' to dziś wręcz obelga. Bo stereotypowy student to obibok, nie ma pracy. Poza tym dziś to żadne wyróżnienie, skoro co drugi młody człowiek jest studentem. Żadna elita, żadna ekskluzywność. Studiowanie to obowiązek, bo wszyscy są wykształceni. Nie ma już lansu na życie studenckie. Spójrzmy na juwenalia. Kto tam przychodzi? Poza tymi studiującymi my - stare dziady - plus trochę licealistów, ciężko powiedzieć, że tam są sami studenci. Uniwersytet przestaje też być miejscem, gdzie rodzi się młodzieńczy ferment intelektualny. Można powiedzieć, że szkoły wyższe to dziś przedsiębiorstwa edukacyjne, które mają kształcić ludzi, ewentualnie zarabiać pieniądze. Takie konkurencyjne 'uniwersytety' to teraz na przykład Krytyka Polityczna, NGO-sy, klubokawiarnie, jak np. Chłodna 25, PKP Powiśle. To tam odbywają się spotkania, które przyciągają młodych ludzi, a nie w salach uniwersyteckich.

A festiwale?

Kto robi najpopularniejszy festiwal młodzieżowy w tym kraju, czyli Open'er? Mikołaj Ziółkowski, który ma trzydzieści kilka lat. Jak był na studiach, organizował koncerty i nadal to robi, tylko na dużo większą skalę. Osoby, które robiły Atomic TV, teraz robią 4fun.tv. To znów trzydziestokilkulatki. Ale - nie szukając daleko - 'Gazetę Co Jest Grane' też robią trzydziestokilkulatki. Media o kulturze, media dla młodzieży, telewizje muzyczne są robione przez - za przeproszeniem - starych dziadów. Cały czas te same osoby rozdają karty. Nawet Nasza-klasa, Grono.pl, Gadu-Gadu - to wszystko są rzeczy założone przez obecnych trzydziestolatków! Nie ma dwudziestolatka, który powie: 'A teraz przyszła nasza epoka i pokażemy wam coś nowego!'. Nie ma niczego nowego. W badaniu SMG/KRC dla 'Rzeczpospolitej' sprzed dwóch lat zapytano młodych ludzi, kto jest ich autorytetem. Pomijając własne matki i Jana Pawła II, kogo wskazywali? Pięćdziesięciolatków: Kubę Wojewódzkiego i Jurka Owsiaka, którzy są troszkę młodsi od moich rodziców.

To nie są typowe pięćdziesięciolatki.

OK, to prawda, ale mimo wszystko okazuje się, że młode pokolenie nie ma swojego głosu. To nie są hipisi, którzy nie będą wierzyć nikomu powyżej 30. roku życia.

Rodziców też traktują inaczej?

Z rodzicami relacje są bardziej partnerskie. Rodzic jest ważny, bo przytuli, da wsparcie - materialne, ale nie tylko, też emocjonalne. Już się nie mówi: wapniacy, starzy, zgredy. Takie były określenia, jeśli chodzi o rodziców, którzy totalnie nie kumają tego świata. Dziś rodzice trochę więcej kumają. Jak ja powiedziałem matce, że wrócę o 22, a wróciłem o 23, to była megaawantura. Teraz są komórki. Wystarczy zadzwonić i powiedzieć: 'Mamo, spóźniłem się na metro'. Komórka jest taką długą smyczą, na której wypuszcza się dzieci, i one są bardziej kontrolowane w ten sposób. Śmialiśmy się jeszcze parę lat temu z Włochów, którzy do 30. roku życia mieszkają u mamusi - tzw. bamboccioni. U nas też teraz wiele osób decyduje się długo mieszkać z rodzicami.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 1
  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':