Język nie jest barierą w aktorstwie?

- Jeszcze sześć lat temu nie mówiłam w żadnym obcym języku. Ciągle słyszałam, że dorosły nie może się nauczyć języka, naprawdę długo myślałam, że nie dam rady. A jednak grałam i miałam odwagę, żeby zacząć się uczyć. I nadal się uczę. Nie ma co mieć kompleksów, dla aktora nauczenie się języka jest takim samym zadaniem jak nauczenie się tańca czy stepowania. To jest żmudne i trudne, ale ja to lubię. Lubię poznawać nowe metody uczenia, to mnie kręci, edukacja mnie nie nudzi.

Dużo ludzi mówi: nie poradzę sobie. To nie jest adekwatne do umiejętności, bo jeśli porównać aktorów polskich z niemieckimi czy francuskimi, to się okazuje, że my mamy świetny warsztat. Gdy wygrałam casting do "Hansel i Gretel: Łowcy czarownic", produkcji Paramount Pictures, pojechałam na duże spotkanie, na którym strasznie kaleczyłam angielski. Ale musiałam się jakoś dogadać! Zdarza się, że ktoś, kto zna na przykład pięć języków, nie decyduje się na casting zagraniczny. Jak ja bym znała te języki, to już dawno bym wszystkich castingerów w tych krajach obleciała. Mateusz Kościukiewicz, Kuba Gierszał, Agata Buzek grają za granicą. Jest zainteresowanie polskimi aktorami. Trzeba tylko zbudować w sobie przekonanie, że to naturalne, normalne, że się startuje. Nawet z akcentem, nie będę przecież zgrywać Brytyjki. Powstają filmy we Włoszech, w Niemczech, wszędzie potrzebują ludzi. Osiem krajów bierze udział w castingu, to czemu Polacy mieliby nie wystąpić?

Mama mi zawsze mówiła: skąd ktoś ma się dowiedzieć, że ty potrafisz grać albo śpiewać, skoro nie dasz się zobaczyć? Musisz się pokazać!

Pamiętasz pierwszy zagraniczny casting?

- Podrzucił mi go Paweł Pawlikowski. Poznaliśmy się przy okazji filmu "Siostra", to był scenariusz, który się zmienił potem w "Idę". Powiedział: dobrze grasz, ale nie pasujesz do tej roli. Potem mi wysłał maila, że jakiś jego kolega robi film w Australii. Miałam mówić po angielsku z niemieckim akcentem. Rany, z niemieckim! Nie mogło być z polskim? Film nie doszedł do skutku, ale Paweł widział ten casting, bardzo mu się podobał i pół roku później dopisał mi rolę do "Kobiety z piątej dzielnicy". Jezu, jak jechałam na te zdjęcia do Paryża, to byłam sparaliżowana. Po francusku nic, po angielsku słabo, jak ja z tym Ethanem Hawkiem będę gadać? Pawlikowski, który jest wspaniałym człowiekiem i reżyserem, pocieszał mnie: przecież ty mówisz po angielsku, nie miej kompleksów. Grałam tam po francusku, trochę się już nauczyłam tekstu, więc na pierwszym spotkaniu z Ethanem zaczęłam do niego mówić po francusku. A tu się okazuje, że on po francusku też ni w cholerę, nic! Jego angielskiego nie mogłam zrozumieć, bo nie znałam amerykańskiego akcentu. Lepiej rozumiałam brytyjski, bo na studiach pracowałam w Londynie jako kelnerka. Na początku, jak miałam zostać z nim sama na planie, to uciekałam, żeby być blisko Pawła. Wstydziłam się. Ale potem, jak się przyzwyczaiłam, to już lepiej szło.

Odwagę wyniosłaś z domu?

- Myślę, że tak. Zostałam wychowana bez poczucia, że coś muszę. Moje naturalne zasoby były doceniane i pielęgnowane. Mama wierzyła w dzieci, nie była takim rodzicem, który uważa, że dziecko musi mieć odpowiednią średnią, spełniać wymagania, nie mówiła, że czwórka to zła ocena. Jak się martwiłam, że dostałam jedynkę, to mama mówiła: nic się nie stało. Jak siedziałam w nocy, to przychodziła i mówiła: ile to się można uczyć, idź spać. Paradoksalnie takie działanie powodowało, że robiłam więcej. Pomogło mi też osiem lat w szkole muzycznej, najpierw podstawówka w klasie fortepianu, potem szkoła średnia, klasa śpiewu solowego. Nauka utworów muzycznych to żmudna praca. Najpierw rozczytuje się nuty, to zajmuje dużo czasu, prawą rękę w jednym kluczu, lewą rękę w drugim. Nie można tego robić szybko, bo człowiek nie zapamięta. Mało tego, jak się utrwali błąd, to potem bardzo trudno się go pozbyć. Pamiętam, jak waliłam rękami w pianino ze złości. Muzycy mają większą cierpliwość, wiedzą, że by osiągnąć pewien efekt, trzeba wielu prób.

Jak wyglądały początki kariery Joanny Kulig? Jak zdobywała role za granicą? Dowiecie się jutro z "Wysokich Obcasów".



Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl