Pamięta pani film "Łowca jeleni"?

Oczywiście. Bardzo poruszający film o przyjaźni.

Obejrzałam go niedawno jeszcze raz i byłam pod wrażeniem sceny, w której jeden z głównych bohaterów wraca do Wietnamu, żeby wyciągnąć stamtąd przyjaciela, który w wyniku przeżyć wojennych postradał zmysły. Wpada do speluny, w której nielegalnie grają w rosyjską ruletkę, bierze go za fraki i mówi: "Przeleciałem 18 tys. km, żeby cię stąd wyciągnąć. Wracaj ze mną. Kocham cię". Pomyślałam sobie wtedy: "No, to jest miara prawdziwej przyjaźni".

Te 18 tys. km?

Raczej to "kocham cię".

Tak, to rzeczywiście jest jakaś miara. Tylko proszę pamiętać, że ich relacja zawiązała się na polu walki i była poddana niebywałej próbie, którą mało kto ma okazję doświadczyć. To było coś więcej niż zjedzenie przysłowiowej beczki soli - tego, co nam przeciętnie życie funduje.

Świadomość, że mogę na kogoś liczyć w najgorszych tarapatach, nie jest miarą przyjaźni?

Świadomość to jedno, ale ważna wydaje mi się też jakaś realność, bo z biegiem lat to nasze życie się coraz bardziej komplikuje. Pojawiają się inne ważne relacje i zobowiązania. I oczywiście fajnie by było mieć poczucie, że kiedy znajdziemy się w jakiejś opresji na końcu świata, to nasza przyjaciółka rzuci wszystko, wsiądzie w samolot i nas z niej uratuje, ale nie można tego od niej wymagać, a na pewno nie może to być warunek przyjaźni, bo przyjaciółka też ma swoje życie. Na przykład małe dzieci, których nie ma z kim zostawić, albo chorą matkę. I nie można się na nią obrażać, że nie waruje przy naszym łóżku za każdym razem, kiedy mamy chandrę. Może wystarczy, że zadzwoni, zapyta, jak się mamy. Do zbudowania prawdziwej, solidnej przyjaźni, tak jak do zbudowania innych, głębokich związków, potrzebna jest dojrzałość. Z obydwu stron.

Ale co to właściwie znaczy?

Na przykład to, że nie oczekuję, że przyjaciółka będzie zawsze dla mnie i jak mam kryzys, to wpadnę do niej w środku nocy bez zapowiedzi, a ona zapyta: "Chcesz pogadać, wódki czy spać?". Tak jak pytała 15 lat temu, kiedy mieszkała w pokoju obok w akademiku. Rozumiem, że ma na przykład nową pracę, która ją pochłania, nowego faceta czy malutkie dziecko. Mądra przyjaciółka się nie obraża z tego powodu, że nie jest już pępkiem świata, bo w przyjaźni chodzi przede wszystkim o wzajemność, o wymianę. Więc zamiast mieć pretensje, że ta druga wciąż "tokuje" o zupkach i kupkach i jedyne, co ma do zaoferowania, to "wpadnij do mnie", mogę rzeczywiście do niej pojechać, zająć się dzieckiem, żeby ona mogła się wykąpać, zrobić zakupy. I nie czuję się wtedy ani wykorzystana, ani odsunięta, bo wiele było takich sytuacji w życiu, kiedy ona była dla mnie. I wiem, że jeszcze takie będą. Albo kiedy mąż przyjaciółki mnie nie lubi i ona mówi mi: "Słuchaj, ja się z tobą chętnie zobaczę, ale jak Józia nie ma w domu, bo nie chcę się z nim kłócić", to nie robię scen, nie zrywam tej relacji ani nie traktuję Józia jak rywala, tylko to akceptuję, bo ta przyjaźń ma dla mnie większą wartość.

Czym właściwie jest dojrzała przyjaźń? Jak zmienia się przez lata, jak o nią dbać? Dowiecie się jutro z "Wysokich Obcasów".



Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl