Jacek Krywko: Polska prokuratura wykonała nowe kopie taśm z rejestratora pokładowego MARS-BM prezydenckiego samolotu TU-154, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się podczas podchodzenia do lądowania na lotnisku pod Smoleńskiem w Rosji. Tym razem w bardzo wysokiej jakości 24 bit/96 kHz. Zdaniem jej specjalistów, którym przewodził Andrzej Artymowicz, poprzedni zapis o jakości 16 bit/11 kHz sztucznie ucinał część sygnału. Teraz udało im się odczytać o 30 proc. więcej słów.

Prof. Peter French: A jaki jest podany przez producenta zakres częstotliwości rejestrowanych przez MARS-BM?

Więc pańskim zdaniem specjaliści wykonujący pierwsze kopie nie popełnili błędu?

- Nie. Postąpili zgodnie z zasadami sztuki.

Zatem błąd popełniła ostatnia ekipa?

- Konwersja do pliku o jakości 24 bit/96 kHz z pewnością nie zaszkodzi. W tym wypadku, zważywszy na źródło, zakres przenoszonych częstotliwości jest jednak absurdalnie szeroki. To trochę jak przewożenie myszy w kontenerze przeznaczonym dla słonia. Kontener jest olbrzymi, ale mysz nie zrobi się od tego większa.

Jak usuwa się szumy, jak sobie poradzić, gdy dwie osoby mówią jednocześnie, dzięki czemu udało się odczytać dodatkowe 30 proc. słów - czytaj jutro w "Wyborczej".

*Prof. Peter French jest prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Akustyki i Fonetyki Sądowej (IAFPA), wykładowcą Uniwersytetu w Yorku i szefem JP French & Associates, najstarszego prywatnego laboratorium analizy dźwięku w Wielkiej Brytanii

Od redakcji

"Dlaczego nie poprosiliśmy o opinię polskiego specjalisty?". Otóż, przez trzy dni usiłowaliśmy to zrobić. Jako pierwszą postanowiliśmy zapytać samą prof. Grażynę Demenko. Ta odmówiła kontaktów z mediami, bo "nie chce być kojarzona z politycznym sporem wokół katastrofy". Kolejne rozmowy z kolejnymi naukowcami wykazały, że grono specjalistów od tego rodzaju analiz akustycznych liczy w naszym kraju "kilka osób". Z tych kilku osób niektórzy nagle stali się "nieuchwytni". Inni wprost mówili, że sprawa jest "bardzo delikatna i sami państwo rozumieją".

Żyjemy w kraju, w którym nikt nie chce publicznie, zgodnie ze swą fachową wiedzą odpowiedzieć na pytanie o sens używania jednej częstotliwości próbkowania pliku audio zamiast innej. Fachowcy obawiają się, że niezależnie od tego, co powiedzą, któraś ze stron "politycznego sporu" natychmiast obrzuci ich błotem.

Rozmowa z jednym z najwybitniejszych brytyjskich ekspertów w tej dziedzinie nie jest naszym wyborem. Jest smutną puentą do narodowej histerii otaczającej katastrofę w Smoleńsku. Jeszcze trochę i z każdym technicznym pytaniem trzeba będzie wydzwaniać do Waszyngtonu.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl