Dokładnie rok temu w "Dużym Formacie" opublikowałam reportaż o kilkudziesięciu latach przemocy w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Sąd od kilku lat odraczał wyrok dla siostry Bernadetty, dyrektorki ośrodka, która we wnioskach powoływała się na podeszły wiek (59 lat), stan zdrowia oraz działalność na rzecz Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek. Miesiąc po publikacji siostra Bernadetta została odprowadzona przez funkcjonariuszy do zakładu karnego. Za znęcanie się psychiczne i fizyczne oraz pomocnictwo w gwałtach na chłopcach.

***

Zadzwoniło do mnie wtedy wielu chłopaków z ośrodka. Mówili, że "wreszcie chodzą z podniesioną głową". Jednak na Facebooku, na którym wychowankowie komentowali medialne doniesienia, dostrzegłam rozżalenie dziewczyn. Jedna z nich napisała: "O nas nikt nie mówi. Tylko wychowawczynie w grupie chłopców postawiono przed sąd. Nasz potwór, siostra Patrycja, spokojnie żyje i dalej może dręczyć dzieci". Chłopcy z ośrodka sióstr boromeuszek mogą się ubiegać o odszkodowanie, ale jedynie od zakonu. Nie ma bowiem świeckiej instytucji w Polsce, która przyznałaby się do odpowiedzialności za kontrolę ośrodka siostry Bernadetty. Dziewczynki zadośćuczynienia nie dostaną.

Zosia, wychowanka sióstr boromeuszek:

- Opowiem ci o sierocińcu, o siostrach, które przyszły do nas z piekła, o próbach samobójczych i przywiązywaniu do słupa. Ale napisz ten tekst do dziewczyn takich, jaką byłam dawniej. Powiedz im, żeby uciekały, jeśli trafią do bidula prowadzonego przez agresywnych wychowawców. Lepiej żyć na ulicy. I przekaż, żeby nie mieszkały na dworcu. Lepiej po kanałach się ukrywać, wtedy mężczyźni cię nie dopadną.

Nie pamiętam, jak trafiłam do ośrodka. Podobno w połowie lat dziewięćdziesiątych. Miałam wtedy pięć lat. Moi rodzice byli biedni, a do tego pili. W sierocińcu od początku było strasznie. Ton nadawały siostra Bernadetta, Patrycja, a później Monika. Podobne w okrucieństwie. Patrycja, bo stosowała upokarzające kary, jak przywiązanie do słupa i kaloryfera na wiele godzin. Monika, bo biła mnie najmocniej. Okładała pięściami po twarzy, kręgosłupie. Zdarzało się, że traciłam przytomność. A Bernadetta, bo jako dyrektor na to wszystko pozwalała.

Były też dobre siostry, ale one nie miały nic do powiedzenia.

Siostra Monika trenowała boks na dziewczynkach. Potrafiła najpierw pobić kilkuletnią wychowankę, a potem podnieść ją do góry i rzucić o stół. Siostry mówiły:

- Głupia szmato, z ciebie nic w życiu nie będzie...

***



Cały reportaż czytaj jutro w "Dużym Formacie"

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl


Informacje o książce "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" Justyny Kopińskiej znajdziecie tutaj