23-letni Maciej Kot dwa lata temu w Val di Fiemme zdobywał z drużyną Łukasza Kruczka brązowy medal mistrzostw świata. W tym sezonie Kot liczył na kolejny krok ku czołówce, latem sporo eksperymentował w przygotowaniach. Okazało się to zbyt ryzykowne, skoczek z Zakopanego skacze zimą słabo, uciułał ledwo 17 pkt w Pucharze Świata. W niedzielę po konkursie w Titisee-Neustadt trener kadry ogłosił skład na mistrzostwa świata, które zaczynają się za 8 dni w szwedzkim Falun. Kota w nim nie ma, są Stoch, Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Dawid Kubacki i Jan Ziobro.

Był pan zaskoczony decyzją trenera Kruczka?

Maciej Kot: Ani trochę. O tym, że nie lecę do Falun, wiedziałem od jakiegoś czasu. Poprosiłem trenera o chwilę rozmowy w cztery oczy, chciałem wiedzieć, na czym stoję. Zaproponowałem sposób, w jaki chcę przezwyciężyć kryzys formy, do mistrzostw był jeszcze czas. Ale trener miał wobec mnie inne plany. I tak mistrzostwa w Falun stały się dla mnie straconym marzeniem.

Był pan zapewne mocno zawiedziony?

- Byłem. Ale też przyznam, że silnych argumentów nie miałem, bo skaczę fatalnie.

Kryzys formy dopadł w tym sezonie kilku kolegów z kadry. Jan Ziobro, Dawid Kubacki, Klemens Murańka jadą do Falun, ale ich dyspozycja jest wyjątkowo niepewna. A to przecież połowa drużyny.

- Po słabym początku sezonu wszyscy mówili o naszym kryzysie. Kamil leczył kontuzję, więc nie było nawet światełka w tunelu. Może poza Piotrkiem Żyłą, który jest jednak zupełnie nieobliczalny. On jedyny skakał dobrze, chociaż od czasu do czasu. Kiedy Kamil wrócił na skocznię, skupił na sobie uwagę wszystkich. Skacze doskonale, co zrozumiałe, bo to zawodnik z absolutnego topu. Ale jego forma zakłamuje trochę sytuację w drużynie, bo reszta skacze właściwie tak samo jak na początku sezonu. Wtedy kiedy mówiło się o kryzysie polskich skoków.

Czego możemy oczekiwać w Falun?

- Oczywiście wysokich lotów Kamila. To dziś jedyny pewnik dotyczący kadry.

Co się dzieje z kadrą skoczków narciarskich? Jak z formą Piotrka Żyły? Dowiecie się jutro z "Wyborczej"