http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Odznaczenie dla Białorusi

Rozmawiał Andrzej Poczobut
2011-11-23, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 12:31

- To nie była nagroda dla mnie osobiście, tylko dla tysięcy odważnych Białorusinów, którzy domagali się wolności, demokracji i uczciwych wyborów - mówi Aleksander Milinkiewicz, laureat nagrody im. Sacharowa z 2006 r.

Alaksandr Milinkiewicz
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Alaksandr Milinkiewicz
SERWISY
Andrzej Poczobut: W 2006 r. został pan odznaczony przyznawaną przez Parlament Europejski nagrodą im. Andrieja Sacharowa...

Aleksander Milinkiewicz: - Byłem bardzo wzruszony. Przyznanie mi tej nagrody było sygnałem, że Białoruś jest ważna dla Europy. Kiedy ją odbierałem, przemawiałem w języku białoruskim. To też było ważne, gdyż ten język zabrzmiał wtedy po raz pierwszy w Parlamencie Europejskim. Cała atmosfera była przesiąknięta solidarnością z Białorusią, eurodeputowani mieli szaliki w białoruskich narodowych biało-czerwono-białych barwach [zakazanych przez reżim prezydenta Aleksandra Łukaszenki]... Rozumiałem, że to nagroda nie dla mnie osobiście, ale dla tysięcy odważnych Białorusinów, którzy domagali się wolności, demokracji i uczciwych wyborów. W trakcie wyborów prezydenckich w 2006 r. władze powiedziały wprost, że kto wyjdzie na ulicę, ten jest terrorystą i może zostać zastrzelony. I nie zważając na to, ludzie wyszli, by zademonstrować swoje pragnienie wolności. Właśnie dla nich wszystkich była nagroda Sacharowa.

Pan nadal jest najbardziej znanym na Zachodzie białoruskim opozycjonistą, jednak w kraju nie udało się zachować jedności opozycji.

- Kiedyś w Brukseli można było usłyszeć, że rozwiązaniem "białoruskiego problemu" może być przyłączenie Białorusi do Rosji. Po wydarzeniach z 2006 r., po przyznaniu mi nagrody Sacharowa, już z takim punktem widzenia nigdy się w Brukseli nie spotkałem. To według mnie jest takim namacalnym politycznym efektem tej nagrody.

Zawsze byłem zwolennikiem zjednoczenia opozycji. Również społeczeństwo inaczej patrzyłoby na nas, gdyby opozycja miała jednego przywódcę. I nie chodzi o to, bym to właśnie ja nim był. Ludzie są zmęczeni Łukaszenką, ale nie przekłada się to na poparcie dla opozycji, ponieważ jest ona podzielona. Ludzie widzą te kłótnie i pytają, co będzie, jak opozycja dostanie władzę, skoro nie potrafi dogadać się między sobą. Wszyscy jesteśmy temu winni.

W tym roku nagrodę Sacharowa przyznano bohaterom arabskiej wiosny.

- To słuszny wybór. Kto mógł sobie wyobrazić, że w krajach arabskich, którym brakowało silnego społeczeństwa obywatelskiego, narody zdołają pokonać dyktaturę. Przecież jeszcze niedawno można było usłyszeć, że tam, podobnie jak na Białorusi, ludzie po prostu nie są gotowi do demokracji. Myślę, że główny wniosek z arabskiej wiosny to potrzeba strategicznego wspierania społeczeństwa obywatelskiego w podobnych krajach, w tym i na Białorusi. Potrzebny jest strategiczny plan, a nie doraźne działania.

Czy Białorusini w przyszłości mają szanse otrzymać podobną nagrodę?

- Wierzę, że kiedy zwyciężymy, kiedy Białoruś będzie wolna i niepodległa, będzie to dobry powód, by znów nagrodzić Białorusinów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':