http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sumienie wolnej Rosji

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2011-11-23, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 12:26

Andriej Sacharow kierował się zasadą: postępuj, jak należy, i niech będzie, co ma być

Andriej Sacharow
Fot. Vladimir Fedorenko (na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
Andriej Sacharow
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Niedawno ludzie z młodzieżówki Nasi premiera Władimira Putina zwiezieni z prowincji do Moskwy wyszli na demonstrację na prospekt Sacharowa. Dziennikarze pytali ich, jakimi osiągnięciami Andriej Sacharow zasłużył na to, że jego imieniem nazwano jedną z centralnych ulic stolicy. Młodzi ludzie nie mieli pojęcia. Jeden jednak zaryzykował i strzelił, że Sacharow to pewnie wynalazł cukier (po rosyjsku - sachar).

A przecież, kiedy wielki fizyk, działacz polityczny, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, zmarł 22 lata temu, za jego trumną szły przez tę samą Moskwę setki tysięcy ludzi. Jego pogrzeb był ogromną demonstracją kroczącej, jak się wtedy wydawało, nieuchronnie ku demokracji Rosji.

Kim był Sacharow, zanim sam zajął się polityką, a polityka zajęła się nim, odsuwając go od rozwiązywania najważniejszych według państwa naukowych problemów? W oczach rodaków był, jak się mówi w Rosji, "niebożytielem", czyli "mieszkańcem nieba". Bo radziecka ojczyzna dała mu wszystko to, co gotowa była dać swym najwybitniejszym synom.

Miał tylko 32 lata, kiedy w 1953 r. wypróbowano pierwszą skonstruowaną według jego pomysłu bombę wodorową. ZSRR zrównał się w wyścigu zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi, Sacharow został akademikiem, otrzymał Nagrodę Stalinowską i pierwszą ze swoich trzech Złotych Gwiazd Bohatera Pracy Socjalistycznej.

Nagrodę Leninowską i kolejną gwiazdę przyniosło mu w 1956 r. udoskonalenie bomby termojądrowej. Następną gwiazdę dała mu sześć lat później nazwana "zabójcą miast" i zdetonowana nad Nową Ziemią bomba termojądrowa o koszmarnej mocy 58 megaton. Czyli o sile równej 4 tys. ładunków takich jak ten, który zniszczył Hiroszimę.

"Gwiazdozbiór" na piersi uczonego bardzo potem utrudniał pracę kagiebistom, którym rozkazywano zatrzymywać lub przeprowadzać rewizje u Sacharowa. Przecież nie mieli instrukcji, jak postępować z nietykalnymi w ZSRR trzykrotnymi Bohaterami Pracy Socjalistycznej. Bo skąd je mieli mieć? Takich ludzi w całej historii Związku Radzieckiego było jeszcze 16, ale żaden z nich nie stał się dysydentem.

Akademik, laureat, kawaler najwyższych orderów miał wszystko, o czym mógł marzyć obywatel ZSRR: przestronne mieszkanie, daczę, służbowy samochód. Mógł nawet wykłócać się z mieszkańcami radzieckiego Olimpu. I spierał się skutecznie z impulsywnym sekretarzem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Nikitą Chruszczowem, którego przekonywał do ograniczenia liczby prób jądrowych. Bo każda z nich, jak dowodził, pociąga za sobą ofiary - 10 tys. ludzi zmarłych na nowotwory wywołane promieniowaniem.

Rubikon przekroczył w niespokojnym 1968 r., kiedy wystąpił z opublikowanym przez największe gazety na Zachodzie osobistym manifestem politycznym "Rozmyślania o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności intelektualnej". Pisał w nim o grozie zagłady termojądrowej, dehumanizacji społeczeństw, konieczności zbliżenia systemów kapitalistycznego i socjalistycznego, zbrodniach stalinowskich i braku demokracji w ZSRR.

Ojczyzna odpowiedziała mu, rezygnując z jego usług jako naukowca i usuwając go ze wszystkich stanowisk, które dawały mu dostęp do tajemnic państwowych.

W miarę jak Sacharow stawał się sumieniem swego kraju, moralnym autorytetem i przywódcą dysydentów, władze zaczęły go, jak to określał Orwell, "znikać". Krótka notka o nim w encyklopedii radzieckiej kończyła się stwierdzeniem: "odszedł od działalności naukowej". Książki jego ojca, znanego fizyka i popularyzatora nauki, wycofano z bibliotek.

Sacharow kierował się zasadą: "Postępuj, jak należy, i niech będzie, co ma być". Bronił prześladowanych przez władze, jeździł na procesy dysydentów, podpisywał i pisał listy protestacyjne. Kiedy w 1975 r. przyznano mu Pokojową Nagrodę Nobla, nie mógł odebrać jej osobiście. Był, jak do dziś mówi się w Rosji, "niewyjezdnym" - nie wypuszczano go za granicę pod pretekstem, że zna zbyt wiele największych tajemnic. Po nagrodę do Oslo przyjechała jego żona i towarzyszka walki Jelena Bonner.

Była z nim też wtedy, kiedy Sacharow po publicznym proteście przeciwko radzieckiej agresji na Afganistan stracił wszystkie ordery i nagrody oraz został zesłany w 1980 r. do zamkniętego dla obcokrajowców miasta, które wtedy nazywało się Gorki (wcześniej i dziś - Niżny Nowogród). Tu noblista kilka razy przeprowadzał długotrwałe głodówki protestacyjne, ale kagiebiści się już z Sacharowem nie patyczkowali - siłą zabierali go do szpitala, siłą karmili.

Ze zsyłki uwolnił go Michaił Gorbaczow. Sekretarz generalny KPZR rozumiał, że póki noblista Sacharow jest na wygnaniu, świat nie uwierzy w pierestrojkę i głasnost'. Kazał więc zainstalować telefon w mieszkaniu zesłańca i 16 grudnia 1986 r. sam zadzwonił do niego, mówiąc: - Niech pan wraca i przystępuje do swej patriotycznej działalności.

Na wolności Sacharow zdążył jeszcze napisać projekt nowej konstytucji ZSRR, która na pierwszym miejscu stawiała obronę praw jednostki, a narodom Związku dawała prawo do własnej państwowości. Był deputowanym do Rady Najwyższej i przy gwizdach komunistów mówił im prawdę w oczy.

Ci, którzy go znali, opowiadają, że był niepozorny, zabawnie nieporadny w codziennych życiowych sprawach. Nie wyglądał jak ktoś, kto zbudował najpotężniejszą broń na świecie i kogo ogromne imperium bało się jak najgroźniejszego wroga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':