Najmniejsze jednostki to "kokony", które łączą się w "ameby" lub "rozgwiazdy", a te z kolei w "agory". "Agory" wirują w przestrzeni kosmicznej, łącząc się w kolejne konfiguracje, by ludziom, którzy w nich mieszkają, dostarczać ciągle nowych wrażeń. Co prawda od czasu do czasu ludzie muszą też pracować. Praca została oddzielona od życia duchowego, które jest podniebne i kosmiczne, i pozostawiona została na ziemi. Konstrukcje, w których się odbywa, są pozostałościami ziemskich miast i noszą nazwę "Żyrnia" lub "Strażnica życia". Produkuje się tam jedzenie i zapewnia inne potrzeby. Ponieważ większość funkcji wykonują automaty,
pracy nie ma za wiele i nie jest zbyt ciężka.
To wizja Jana Dagaramy Głuszaka (1937-2000), architekta wizjonera z Tarnowa, który tworzył w latach 60. i 70. Jego sztuka nie wyszła poza papier, na który kreską godną futurystów z początku XX wieku rzucał fantastyczne pomysły. Były to nie tylko projekty budynków i miast, ale wizje przebudowy całości życia na ziemi. Chodziło o to, by ludzie żyli w bardziej harmonijny sposób, wydobyli się z chaosu zajęć i związków, uciążliwości klimatu, brudu naziemnej komunikacji.
Sfery, w których Dagarama chciał zamykać osiedla ludzkie, chroniąc je przed trudnym klimatem, przypominają utopijną architekturę Amerykanina Buckminstera Fullera, który nieco wcześniej marzył o podobnych kapsułach dla całych miast.
W jednym ze szkiców Dagaramy widzę projekt "miasta słonecznego humanopolis". Ma kształt koncentryczny, jednostki mieszkalne to jakby planety, które obracają się wokół słońca. W centrum jest wysoki budynek przypominający wieżę Eiffla albo Pałac Kultury, w nim Głuszak proponuje umieścić funkcje związane z metafizyką, byłaby to "świątynia zjednoczonego ducha". Mieściłyby się tam m.in. ołtarze różnych religii, a także krematorium. Odchodzenie w sferę ducha odbywałoby się w całkiem teatralnych warunkach. Na szczycie wieży Dagarama chciał umieścić "Iskrownik dla piorunowego spalania zwłok". Zaprojektował także psychiatryczny szpital o podobnie koncentrycznej strukturze.
Jan Głuszak działający pod pseudonimem Dagarama studiował architekturę na politechnice w
Krakowie, swego czasu znany był jako przedstawiciel nurtu architektury utopijnej. Mieszkał w Tarnowie. Trochę wystawiał. To, co tworzył, było zakorzenione w jego własnej duchowości, szarpanej przez schizofreniczne lęki, autodestrukcyjne ataki, bywały momenty, kiedy był wyłączony z twórczości, poddawany leczeniu. Nie skończył swego traktatu "De labore solis", od którego pochodzi tytuł wystawy. Prace wystawione w Instytucie Awangardy w
Warszawie pożyczono z Muzeum Architektury we
Wrocławiu i zbiorów prywatnych. Umieszczone w przeszkolonej galerii na szczycie warszawskiego wieżowca w alei "Solidarności" zyskują niezwykły kontekst - panoramę Warszawy z rysującą się na horyzoncie miską Stadionu Narodowego. Wydaje mi się, że widzę, jak wyskakuje z niej ławica poruszających się pulsacyjnym ruchem rozgwiazd, a potem cała struktura unosi się lekko nad ziemię i bezszelestnie odpływa w kosmiczną przestrzeń. Marzenie!
*** Wystawa "Jan Dagarama Głuszak. Z trudu słońca". Kuratorzy Ewa Łączyńska-Widz, Dawid Radziszewski; Instytut Awangardy,
Warszawa, do 10 lutego. Czwartki, piątki, soboty, godz. 16-19